Bunt rolników. „Tak dalej być nie może”

„Od myszy po cesarza, każdy żyje z gospodarza”, „Nie niszczcie polskiego sadownictwa”, „Stop wyzyskowi rolnika”, „Tak dalej być nie może”, „NIE niskim cenom owoców” –  z takimi hasłami kilka tysięcy rolników przyjechało do Warszawy, by zwrócić uwagę polityków i społeczeństwa na zły stan polskiego rolnictwa. Protestowali oni m.in. przeciwko niskim cenom skupu płodów rolnych i nieuczciwej konkurencji z zagranicy. 

Protest rolników. Tak źle nie było od dawna

Protest, podobnie jak w maju, zorganizowała Unia Warzywno-Ziemniaczana. Tym razem do producentów warzyw i ziemniaków dołączyli także sadownicy i producenci trzody chlewnej. To branże, które obecnie borykają się z największymi problemami. A te wynikają przede wszystkim z bardzo niskich cen skupu. Hodowców świń dobija też rozprzestrzeniający się wirus ASF. Z kolei plantatorzy malin, porzeczki, wiśni i agrestu są zmuszeni oddawać swoje owoce za bezcen.

Sadownicy zdesperowani. Oddają swoje owoce za grosze

Dzisiejszy protest na warszawskim placu Konstytucji zdominowali producenci owoców i warzyw. Żeby pokazać konsumentom skalę problemu protestujący przynieśli ze sobą maliny, wiśnie, porzeczki i agrest. Nakleili na nich ceny, jakie oferują skupy, a obok umieścili kwoty, za które te produkty można kupić w sklepie. Różnica jest nawet dziesięciokrotna! Trudno więc dziwić się ich rozgoryczeniu.

– Czujemy się wykorzystywani!  Ceny, które otrzymujemy za nasze owoce są drastycznie niskie. A przecież te maliny rosną dzięki naszej ciężkiej pracy. Dbamy o nie, chronimy je i pielęgnujemy. Jednak finalnie zostajemy zmuszeni do sprzedania ich po 1,70 zł/kg. A taka cena nie pokrywa kosztów produkcji. To jest patologia! Jesteśmy tu, by zwrócić uwagę rządzących na skalę naszych problemów – mówią w rozmowie z nami sadownicy, którzy do Warszawy przyjechali z Opola Lubelskiego, Wandalina i Leonina (woj. lubelskie).

Inny uczestnik protestu, sadownik  z Lubelskiego, zwraca wagę, że w Polsce nie ma skutecznej polityki rolnej.

Trzeba określić cele i kierunek, w którym powinno podążać polskie rolnictwo. Stąd dzisiejszy protest i apel do  rządzących, by przestali traktować tę gałąź gospodarki po macoszemu i zaczęli wreszcie rozwiązywać systemowo problemy polskiego rolnictwa – mówi nasz rozmówca.

Zmowa cenowa czy mechanizmy rynkowe?

Sporo dziś mówiło się także o zmowie cenowej przetwórni owocowych. Zdaniem manifestujących, zakłady już w styczniu ustaliły ceny, jakie zaproponują producentom owoców miękkich.

–  Skąd 20 gr za porzeczkę? Albo 1 zł za wiśnie? Przecież w ubiegłym roku te owoce w bardzo dużym stopniu wymarzły. Zakłady przetwórcze nie miały więc na ten sezon żadnych zapasów. A mimo to dały tak niskie ceny. Doskonale wiedziały, że nawet za te marne grosze rolnik odda swoje owoce, bo wtedy choć trochę zwrócą mu się koszty produkty. Ale to jest zwykłe draństwo i wyzysk – oburza się sadownik spod Sandomierza.

UOKiK znów kontroluje

Tydzień temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczął kontrole w kilku przetwórniach skupujących owoce. Sprowadza, czy nie doszło między nimi do zmowy cenowej. Ale przypomnijmy, że takie kontrole powtarzane są co roku od kilku lat i póki co nie zdarzyło się, by urząd dopatrzył się jakichś nieprawidłowości. Zdaniem kontrolerów niskie ceny były wtedy wynikiem działania mechanizmów rynkowych.

Czy tak będzie i tym razem? O tę kwestię zapytaliśmy obecnego na strajku przewodniczącego  sejmowej komisji rolnictwa Jarosława Sachajkę (Kukiz15).

W rozmowie z nami podkreślił, że jego zdaniem, w tym roku ceny owoców są ewidentnie kształtowane niezgodnie z prawem.

– Jeśli UOKiK znów nie dopatrzy się zmowy cenowej, to dalsze istnienie tego urzędu przestaje być zasadne – skwitował krótko poseł Sachajko.

Rolnicy biorą sprawy w swoje ręce

Rolnicy czują się dyskryminowani przez prawo i domagają się przede wszystkim ograniczenia importu produktów rolnych i powołania organu kontrolnego. Ich zdaniem nasz kraj jest zalewany towarami z całego świata.

– Dzisiejsze problemy to wynik 30 lat zaniedbań. Trzeba posprzątać ministerstwo rolnictwa i Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Bo dziś to urzędnicy dobijają polskiego rolnika. Ale my nie pozwolimy, by nasze gospodarstwa upadły – mówił wzburzony Michał Kołodziejczak, organizator protestu i szef Unii Warzywno-Ziemniaczanej, przez wielu nazywany nowym Lepperem.

Kołodziejczak zapowiada kolejne kroki. Już za trzy tygodnie w Błaszkach pod Sieradzem ma się odbyć spotkanie branżowych organizacji rolniczych. Jego celem będzie wypracowanie propozycji i rozwiązań, które poprawią kondycję polskiego rolnictwa. Zostaną one przedstawione premierowi 6 sierpnia.

List do premiera

Z placu Konstytucji protestujący przeszli przed Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, by przekazać na ręce premiera Mateusza Morawieckiego list otwarty. Czytamy w nim m.in.:

My, jedna trzecia polskiego społeczeństwa, produkujący na polskie stoły, na których jeszcze królują polskie mięsa, polskie owoce i polskie warzywa, dzisiaj wyszliśmy na ulicę. Protestujemy przeciwko bezsilności państwa, od którego nie chcemy jałmużny, ale tylko spełnienia swoich podstawowych funkcji, w tym kontroli nad monopolistycznymi praktykami, których nie jesteście w stanie wykazać i nie wykażecie – czytamy w liście rolników do  premiera.

Ardanowski odpowiada

Do protestu rolników odniósł się minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Jego daniem dzisiejsze kłopoty sadowników to efekt sprzedaży w latach 90, często na złodziejskich warunkach, zakładów przetwórczych.

Minister zauważył, że działacze chętnie nawołują rolników do protestów, ale nie podejmują żadnych działań służących zorganizowaniu i wzmocnieniu ich pozycji na rynku.

Kamila Szałaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

17 + fourteen =