Import produktów rolnych z USA wzrośnie? Spór o rolnictwo zakłóca handlowy rozejm z UE

Import produktów rolnych z USA wzrośnie? Jednym z elementów handlowej ugody, jaką zawarli w środę prezydent USA i przewodniczący Komisji Europejskiej było unijne zobowiązanie do sprowadzania większej ilości amerykańskiej soi do UE. USA mają kłopot ze sprzedawaniem jej m.in. na rynku chińskim. Z Waszyngtonu płyną jednak głosy, że to za mało i ugoda powinna dotyczyć także innych gałęzi rolnictwa. Tymczasem Bruksela nie chce o tym słyszeć.

rolnictwo,  rolnik, USA,  Import produktów rolnych z USA,  soja

Dzień po tym, jak rozmawiał w Waszyngtonie z przewodniczącym KE Jean-Claudem Junckerem, prezydent USA Donald Trump wystąpił na wiecu w rolniczym stanie Iowa. Pochwalił się tam swoim sukcesem. „Otworzyliśmy przed wami rolnikami Europę!” – ogłosił. Uprawiający soję amerykańscy farmerzy mają bowiem wielki problem z 25-proc. cłem na jej eksport do Chin. Chińczycy chętniej sprowadzają bowiem soję z Brazylii i Argentyny.

Rząd amerykański przeznaczył już na bezpośrednią pomoc dla rolników dotkniętych chińskimi cłami 12 mld dolarów, ale to za mało. Nie wystarczy także przeprowadzenie interwencyjnego skupu. Pomysł ten budzi poza tym, w przyzwyczajonych do niewielu państwowych ingerencji w rynek Stanach Zjednoczonych, wiele kontrowersji. Zwiększenie importu ze strony UE mogłoby więc bardzo pomóc. A jednocześnie pokazać Trumpa jako twardego negocjatora, który ugrał coś na arenie międzynarodowej.

Waszyngton chciałby więcej?

Choć amerykański prezydent entuzjastycznie podszedł do handlowego rozejmu zawartego z Junckerem, jego doradcy ds. gospodarki wypowiadali się już w zupełnie innym tonie. Nalegali na to, by UE zwiększyła import wszystkich produktów rolnych z USA, i że powinno być to zapisane w umowie handlowej, jaką obie strony mają niebawem zawrzeć. Teraz bowiem harmonogram wzajemnego znoszenia nałożonych niedawno taryf celnych będzie dopiero między Waszyngtonem a Brukselą ustalany. „Na pewno będziemy chcieli zacząć od ceł na import stali i aluminium oraz unijnych ceł odwetowych” – zapewniał amerykański Sekretarz Skarbu Steven Mnuchin.

Ale jego kolega w amerykańskim rządzie – Sekretarz ds. Handlu Wilbur Ross mówił o rolnictwie. Zapowiedział, że Waszyngton będzie chciał wynegocjować więcej niż tylko zakup przez UE soi. „Chodzi o coś więcej niż tylko soję. Będziemy rozmawiać o wszystkich produktach rolnych. Soja była tylko przykładem takiego produktu, bardzo aktualnym przykładem po prostu” – powiedział w rozmowie z telewizją Fox News. Także amerykański przedstawiciel ds. handlu Robert Lighthizer, gdy zdawał relację z rozmów z UE przed senacką komisją, obiecał wymuszenie na UE importu większej ilości produktów rolnych. „Mamy zamiar włączyć do negocjacji cały amerykański sektor rolny. To od początku była część naszego planu” – powiedział Lightizer.

Import produktów rolnych z USA. UE ma inne zdanie

Bruksela nie zgadza się jednak na włączenie całego amerykańskiego sektora rolnego do negocjacji na temat taryf celnych. „Rozumiemy, że strona amerykańska tego by właśnie chciała. Sekretarz Ross może sobie jednak mówić, co chce, umawialiśmy się na coś innego. Nie będzie w tej kwestii odstępstw” – powiedział kierujący Dyrekcją Generalną ds. Handlu w Komisji Europejskiej Jean-Luc Demarty. Dodał też, że tego samego zdania są stolice państw członkowskich UE, a dwóch uczestników spotkania w Waszyngtonie potwierdziło, że mowa była wówczas jedynie o soi.

Chodzi nie tylko to, że UE chce chronić swój rynek rolny przed napływem produktów z USA. Problemem są także kwestie środowiskowe i zdrowotne. Normy dotyczące produkcji żywności w UE są bardziej restrykcyjne niż w USA. Chodzi m.in. o stosowanie hormonów wzrostu czy GMO. Zastępca rzecznika Komisji Europejskiej Alexander Winterstein zapewnił na konferencji prasowej w Brukseli, że „nie będzie zgody na handel produktami o obniżonym standardzie”. Dodał, że dotyczy to np. produkowanej w USA wołowiny czy drobiu.

Ale nie tylko Waszyngton wysuwa nowe żądania odnośnie kolejnych handlowych rozmów między UE a USA. Także Paryż chciałby uwzględnienia w nich nowych wątków, których nie omawiano w środę w Waszyngtonie. Francuski minister gospodarki Bruno Le Maire oświadczył, że należy także poruszyć kwestię dostępu europejskich firm do udziału w amerykańskich zamówieniach publicznych. „Dostęp europejskich firm do udziału w przetargach jest obecnie praktycznie całkowicie zamknięty. Musimy to koniecznie omówić” – powiedział Le Maire. W USA obowiązuje obecnie kilka przepisów faworyzujących amerykańskich dostawców, jak np. ustawa „Buy American”, w myśl której administracja rządowa musi wybierać głównie rodzime produkty podczas zakupów publicznych.

Michał Strzałkowski | EurActiv.pl