Starcie rolników z weterynarzami. Bronili świń przed ubojem

Duże emocje i łzy towarzyszyły wczorajszej próbie wybicia świń w jednym z gospodarstw w miejscowości Dawidy (woj. lubelskie) w zawiązku z pojawieniem się wirusa ASF w sąsiedniej chlewni. Na miejsce przybyło kilkudziesięciu gospodarzy, którzy zablokowali auto weterynarzy. W protest rolników zaangażowała się także Unia Warzywno-Ziemniaczana.

rolnik, rolnictwo, ASF, ubój świń, weterynarz, inspekcja weterynaryjna, Unia Warzywno-Ziemniaczana,

Protest rolników: NIE dla wybijania zdrowych świń

Pojawiające się kolejne ogniska ASF w chlewniach to wielki dramat dla całej branży mięsnej. Ale to przede wszystkim tragedia hodowców i… ich sąsiadów. Dlaczego? Bo profilaktycznie wybijane są zdrowe świnie z tych gospodarstw, które znajdują się niedaleko ogniska choroby. Prawdziwa wojna o uratowanie takich właśnie zdrowych, a potencjalnie narażonych na zakażenie świń rozegrała się wczoraj w Dawidach w województwie lubelskim. Pod nóż miało pójść kilkaset sztuk zwierząt. Ale w ich obronie stanęła niemal cała wieś, mieszkańcy sąsiednich miejscowości, a także Unia Warzywno-Ziemniaczana. Powiatowy lekarz weterynarii nie miał szans w tym starciu i odpuścił. Póki co.

ASF. Starcie z weterynarzami

Na skrzyżowaniu w centrum Dawid rolnicy zatrzymali samochód, którym weterynarze jechali do gospodarstwa, gdzie mieli dokonać wybicia kilkuset świń. Otoczyli auto, uniemożliwiając w ten sposób „wykonanie wyroku” na zwierzętach.

Na tym terenie, jeszcze nie tak dawno, było 27 tysięcy świń. Dzisiaj, z przyczyn ASF, jest ich 6 tysięcy, czyli prawie pięć razy mniej. Co ci ludzie mają trzymać w chlewniach, które zbudowali za miliony złotych? – pytał przewodniczący protestu Michał Kołodziejczyk, twórca Unii Warzywno-Ziemniaczanej.

Bez prysznica, bez przerwy. Weterynarze łamią zasady bioasekureacji

Rolnicy domagali się, aby na miejsce przyjechał minister rolnictwa, wojewoda i weterynarz wojewódzki. Protestujący chcą także wyjaśnień, czemu komisje weterynaryjne nie przestrzegają wymogów bioasekuracyjnych.

Przyjeżdżają brudnymi samochodami z innych gospodarstw. Prysznic bierze zazwyczaj tylko lekarz weterynarii, reszta komisji już nie, a też wchodzą do chlewni.  Poza tym między wizytą w jednym a drugim gospodarstwie ma upłynąć co najmniej doba, jeśli na danym terenie nie ma wirusa. Jeśli jest – muszą to być co najmniej 72 godziny.  Tymczasem  oni w ciągu dnia obskakują 30 gospodarstw. Rolnik wpuszcza, bo nie zdaje sobie z tego sprawy. Zresztą jak nie wpuści to przyjeżdża policja – mówił jeden ze protestujących wczoraj hodowców.

Kamila Szałaj, fot. Facebook.com/pg/UniaWarzywnoZiemniaczana/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

thirteen + 13 =