Bo każdy bankier to złodziej…

grudzień 16th, 2009 by okiembankiera

BPH emituje fajną reklamę, w której taksówkarz wiozący jednego z menedżerów mówi jak ważni są zadowoleni klienci. Ten wysoki rangą menedżer komunikuje tę taksówkarską prawdę swoim kolegom. Bardzo fajna reklama. Tyle że ja też czasem jeżdżę taksówką. Jechałem na spotkanie i pytam taksówkarza o tę reklamę. Wąsaty Pan sprawnie wiozący mnie na spotkanie odpowiada, e Panie, widzieć tę reklamę to widziałem, ale prawdziwa to ona nie jest. Bo bank jest jak ZUS, zawsze płacić mu trzeba, co miesiąc odsetki, i to na złodziejski procent. Tyle realny taksówkarz o prawdziwych bankach. Co nie oznacza, że BPH nie jest prawdziwe. Jest i niech tak zostanie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich związanych z tym bankiem.

Wtedy przypomniała mi się scena w filmie “Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, w której baba ze szmatą na kiju wrzeszczy już nie pamiętam, do kogo, że to pijak, a każdy pijak to złodziej.  Zastanawia mnie dlaczego banki przez część społeczeństwa postrzegane są jako instytucje delikatnie mówiąc złodziejskie. Moje intuicyjne wytłumaczenie jest proste: wysokie opłaty za prowadzenie rachunków, lub opłaty transakcyjne. Poza tym psychologia odsetek, jakie by nie były są za wysokie. A myślę, że część społeczeństwa bardzo nerwowo reaguje na wszelkie kredyty świąteczne, które zachęcają do zakupów z odroczoną spłatą (boleśnie odczuwalną w styczniu i lutym). Tyle moja intuicja.

Paradoksalnie banki nie robią nic, aby zmienić ten wizerunek, mogą go nie zauważać, ale gdyby ktoś o mnie powiedział, że jestem złodziejem to bym się obraził. Przynajmniej ja nie widzę próby zmiany wizerunku. A staram się widzieć wszystko to, co dzieję się w branży. Ten wizerunek mogłyby zmienić proste stwierdzenie, takie jak na paczce papierosów – Prezes NBP ostrzega – każdy kredyt powoduje konieczność spłaty rat kapitałowych i odsetek, a te mogą wydawać się wysokie w porównaniu z korzyściami z kredytu. Ciekawe, że właściciele lokat nie skarżą się na procenty, które banki im płacą…

Kiedyś wybrałem się do lasu na spacer z moim serdecznym przyjacielem i on wymieniając jeden z banków o świetnej reputacji, stwierdził krótko złodzieje, do nich to ja xxxxxx nigdy nie pójdę. Więc siła tego stwierdzenia jest bardzo duża. Ludzie, prawda jest zupełnie inna. Bankierzy i bankowcy to ludzie, którzy ciężko pracują (wiem coś o tym). Stopy procentowe nie są wysokie, no powiedzmy nie są tak wysokie jak banki by chciały. A jak ktoś uważa, że bank go okrada to niech nie zaciąga kredytu. Tylko skąd weźmie kasę na nowego “paska w dyzlu” na taryfę? Ja za taksówkę też zapłaciłem złodziejską stawkę, ale nie powiem o Panu, który wiózł mnie na spotkaniu, że jest złodziejem. Dlaczego? Bo złodzieja nie zamawia się przez radio taxi :) . Popatrzmy na siebie, wszyscy coś sprzedajemy. Wszyscy piszemy ceny, za towary, pracę, usługi. Czy nasze ceny nie są złodziejskie? Jak są, to odczepmy się od banków… i nie nazywajmy ich złodziejami.

Grudzień pachnie domestosem i płynem do szyb

grudzień 14th, 2009 by okiembankiera

Nienawidzę Świąt Bożego Narodzenia. Grudzień pachnie domestosem i płynem do szyb i farbą. Żona goni mnie do sprzątania. A to dopiero przystawka, przed daniem głównym – zakupami. No właśnie. Zakupy. Sklepy liczą zyski albo dopiero planują, a liczyć będą w styczniu. Banki oferują kredyty gotówkowe, aby Mikołaj miał odpowiednio wypchany worek. W wigilę już dawno nie przeżywamy rocznicy narodzin Chrystusa tylko czekamy na Mikołaja i konsumujemy. Coraz więcej i wymyślniej. Żeby było fajnie, ciepło rodzinnie. Tak, jak w telewizji. A ile to wszystko kosztuje? Za dużo. Czy jako społeczeństwo musimy napędzać koniunkturę gospodarczą w grudniu, gdy czekamy na Chrystusa albo Mikołaja. Myślę, że Boże
Narodzenie najlepiej wpływa na gospodarkę nie chrześcijańskich Chin, w których produkowane są towary zapełniające worek Mikołaja. Znowu zarabiają ci, których te święta nie dotyczą. I to jest paradoks, który niezmiennie mnie fascynuje. Ja patrzę na grudzień poprzez kredyty konsumpcyjne. Ludzie, którzy je biorą albo wykorzystują limity na kartach kredytowych wpadają w pułapkę, która zaowocuje wysokimi odsetkami. Prawdopodobnie dlatego, że nie będą mogli spłacić zadłużenia szybko, gdyż obdarowane przez Mikołaja dzieci pojadą na ferie. Czasem też na kredyt. Bo presja społeczna wyśle je do Austrii lub Włoch, czasem w nasze góry. I po co to komu? Kredyt zawsze upomni się o siebie a wtedy jest mniej fajnie.

Ciężkie życie bankierów

listopad 25th, 2009 by okiembankiera

Bankierzy mają ciężkie życie. Dziś media poinformowały o tym, że Jan Krzysztof Bielecki odchodzi z Pekao SA. Nie będę komentował decyzji Pana Prezesa, którego choć nigdy nie poznałem osobiście to jednak bardzo szanuję. Ale dlaczego bankierzy i bankowcy mają ciężkie życie? Gdyż pracują w biznesie bardzo wysokiego ryzyka a także mają schizofreniczne podejście do pieniędzy. Dla większości ludzi pieniądz to pieniądz, dla bankierów pieniądz to towar. Pieniądzem się handluje. Towar wysokiego ryzyka.No właśnie, istotą pracy w bankowości jest ryzyko. Nie tylko ryzyko zawału, ale również ryzyko jako część banku.

Praktyka bankowa to analiza wniosków kredytowych i akceptacja ryzyka przez odpowiedni komitet kredytowy. Akceptacja lub nie. Część czytelników tego bloga ma kredyty. To znaczy, że jakiś bankier wygrał ze swoim departamentem ryzyka i przewalczył decyzję kredytową.

Chciałbym abyście Państwo to zrozumieli. Bankowość to dziedzina gospodarki, w której ryzyko występuje zawsze. I ma róznoraką postać. Czasem bankierzy podejmują złe decyzje biznesowe, wtedy ryzyko jest większe. Ryzyko zawału bankiera.

Gospodarka powoli się odbija, więc i dla bankierów idą lepsze czasy, mierzone wysykością rocznych bonusów. Wtedy bankierom wiedzie się lepiej. I daj im Boże.