Na europejskich rynkach energetycznych ponownie zrobiło się nerwowo. Wystarczyło kilka dni eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, aby notowania gazu gwałtownie poszybowały w górę. W poniedziałek ceny tego surowca wzrosły nawet o około 20 procent, co natychmiast wywołało pytania o możliwe konsekwencje dla rachunków za energię.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki uspokaja jednak, że obecna sytuacja nie przypomina jeszcze kryzysu energetycznego z początku wojny w Ukrainie.
Prezes URE: nie ma powodów do paniki
Szefowa Urzędu Regulacji Energetyki, Renata Mroczek, podkreśla, że instytucje państwowe uważnie śledzą sytuację na rynkach energii. Regulacyjny nadzór nad sektorem gazowym i energetycznym pozostaje w stałym kontakcie z przedsiębiorstwami zajmującymi się dostawami surowców.
Jak zaznacza prezes URE, na razie nie ma przesłanek, które wskazywałyby na powtórkę kryzysu energetycznego sprzed kilku lat.
Według niej Europa wyciągnęła wnioski z turbulencji, jakie nastąpiły po rosyjskiej agresji na Ukrainę. W ostatnich latach znacząco zwiększono dywersyfikację źródeł dostaw gazu, co ogranicza ryzyko gwałtownych niedoborów surowca.
W ocenie regulatora nie ma dziś podstaw do paniki, choć sytuacja na rynkach surowcowych wymaga uważnej obserwacji.
Wojna na Bliskim Wschodzie wstrząsnęła rynkami
Gwałtowny wzrost cen gazu jest bezpośrednią reakcją inwestorów na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trwające już od kilkunastu dni działania militarne zwiększają niepewność na globalnych rynkach energii.
Maklerzy i analitycy wskazują, że geopolityczne napięcia niemal natychmiast przekładają się na ceny surowców energetycznych, ponieważ inwestorzy zaczynają kalkulować ryzyko zakłóceń w transporcie i handlu paliwami.
Efektem jest szybki wzrost notowań gazu na europejskich giełdach.
Europa kończy zimę z mniejszymi zapasami gazu
Jednym z czynników podnoszących presję cenową jest także stan magazynów gazu. Europa kończy sezon grzewczy z relatywnie niższymi zapasami surowca, niż jeszcze kilka miesięcy temu zakładano.
To oznacza, że w najbliższych miesiącach kraje europejskie będą musiały intensywnie uzupełniać magazyny przed kolejną zimą. Najczęściej odbywa się to poprzez zakupy skroplonego gazu ziemnego (LNG) na globalnym rynku.
Problem w tym, że o te same dostawy rywalizują również państwa azjatyckie, które często są w stanie zapłacić wyższe ceny za ładunki gazu.
Czy rachunki za gaz mogą wzrosnąć?
Na razie trudno jednoznacznie przewidzieć, czy obecne wzrosty cen przełożą się na rachunki odbiorców. Wiele zależy od tego, jak długo utrzyma się napięcie na rynkach surowców oraz czy pojawią się realne zakłócenia w dostawach energii.
Eksperci podkreślają jednak, że europejski system energetyczny jest dziś znacznie lepiej przygotowany na kryzysy niż jeszcze kilka lat temu. Dywersyfikacja dostaw, rozwój terminali LNG i większe magazyny gazu mają ograniczać ryzyko gwałtownych wstrząsów cenowych.
Dlatego choć rynki reagują nerwowo, regulatorzy na razie studzą emocje i apelują o spokój.










