Nowa Wieś, ale czy europejska?

Polska od wieków leży w Europie, ale dopiero od kilku lat jesteśmy ogromnie europejscy. Wszystko za sprawą wstąpienia do Unii, nomen omen Europejskiej.  Zmiany w naszym kraju zaczęły się zaraz po upadku komunizmu, a unijne członkostwo tylko dopięło ostatni guzik. Otworzyły się przed nami granice. Te prawdziwe i te niezwiązane z podróżami. Zmieniły się nasze ubrania, samochody, praca i płaca, a także miasta i wsie. Ale czy ta zmiana to tylko inne sklepy, neony, wystawy i domy? Czy ludzie zasługują na miano Europejczyka? Wszystko zależy od tego, jak to określenie ma być rozumiane. Jeśli Europejczyka charakteryzuje tylko strój i marka samochodu, to zasługujemy na to miano zarówno w mieście, jak i na wsi. Moim jednak zdaniem chodzi o co innego.

Europa to kolebka naszej cywilizacji. To zobowiązuje nie tylko do markowego stroju. W środku nie zmieniliśmy się wcale. Wystarczy przejechać przez polską wieś. Nowy dom w iście europejskim stylu. Wkoło zielony trawnik i oczko wodne. Leżak i parasol. I buda zbita byle jak. Przy niej na krótkim łańcuchu „zbity” pies. Nic nie wie o Europie. Wie, że chce mu się pić. Upał, a on nie może sięgnąć nawet do kałuży. O jedzeniu nie myśli. Woda to jedyne, co ma w głowie. Może wieczorem dadzą trochę chleba rozmoczonego w mokrym marzeniu. Teraz nie mają czasu, bo w telewizji leci europejski serial. Mieszkam na wsi od ośmiu lat i wiem, że nic nie zmieniło się od czasu, gdy pan Grześkowiak śpiewał: „Chłop żywemu nie przepuści…”. A juści, że nie. Jak pies się zestarzeje, to go zarąbie siekierą. Albo powiesi na drucie, albo da mięsa z potłuczonym szkłem. Ten „litościwy” wywiezie do lasu w bagażniku luksusowego samochodu i przywiąże do drzewa. Nie chcę urazić tych mieszkańców wsi, którzy godnie traktują swoje zwierzęta. Są tacy, ale zapewniam, że to rzadkość w morzu nieszczęścia wiejskich Burków. Z całą pewnością psy są w najgorszej sytuacji. Nie mam pojęcia, dlaczego nawet nasza mowa traktuje psa pejoratywnie – „Ty psie, ty suko” nie brzmi dumnie. A powinno. Pies jest lustrzanym odbiciem naszej dobrej strony. Tak jak my jest istotą stadną. Tak jak my potrzebuje bliskości, współpracy, miłości. Inaczej niż my – nigdy nie zdradzi, nie porzuci, nie skrzywdzi i nie zemści się na tym, komu zadeklarował przyjaźń. Pies to jedyne zwierzę, które całkowicie odeszło od swojego gatunku na rzecz człowieka. Służy mu odkąd ten stanął w pozycji wyprostowanej i stał się „człowiekiem”. Co to znaczy? Nic dobrego. Jako ludzie zaczęliśmy siać zniszczenie, którego efektem jest dzisiejszy „śmietnik”, na jakim żyjemy. Nie oszczędziliśmy psa. Siedzi na tym śmietniku i czeka. Na kogo? Nie na innego psa, ale na człowieka. Tego, który kiedyś obiecał przyjaźń.  Na ironię losu, słowa nie dotrzymał właśnie ten człowiek, który żyje najbliżej natury. Na wsi, pośród pól, łąk i lasów. Niestety polskich pól. Nie bardzo wierzę, aby bliższy kontakt z Europą uwrażliwił Polaków. Myślę, że jedyna nadzieja w naszym prawie. Zakaz trzymania psów na łańcuchu i w zbyt małym boksie. Obowiązek kontrolnych wizyt u lekarzy weterynarii. Obowiązek sterylizacji psów i kotów niemających uprawnień hodowlanych. To tylko kilka aspektów ochrony naszych „najlepszych przyjaciół”. Ochrony przed człowiekiem. Dla mnie brzmi to przerażająco. Z pewnością na wielu Czytelnikach nie zrobi to takiego wrażenia. Szkoda, bo nie tylko wiejski pies jest w opresji. Koty topione lub zakopywane żywcem. Kocięta – żywe zabawki dla dzieci często kończą w wiadrze z wodą lub dziurze w ziemi.

Trudno mi o tym pisać. Trudno żyć z taką świadomością. Kocham polską przyrodę i atmosferę wsi. Nie mogę jednak spokojnie delektować się jej urokiem, bo znam prawdę z psich bud, kocich zakamarków, obór, stajni i chlewików. Znam prawdę o psim smalcu i kociej skórce. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Nie tylko przed Europą. Powinno być wstyd przed własnym sumieniem. Kłopot w tym, że zbyt często go nie ma. Na koniec opowiem historię z podwarszawskiej wsi. Pewien zamożny rolnik miał starego konia. Matuzalema, bo liczył prawie trzydzieści lat. Chwalił się nim, że jeszcze taki sprawny. Kiedy koń poczuł się gorzej, zawiózł go do rzeźni. Spieszył się, aby zdążyć, zanim koń padnie. Potem chwalił się, że nawet na jego śmierci zarobił parę groszy. Myślę sobie, że należy nam się zmiana ról. Chciałabym, aby dobry Pan Bóg postawił człowieka w roli psa, kota, konia.  Aby to one choć na chwilę stały się naszymi opiekunami. Może wtedy nauczylibyśmy się miłosierdzia.    

Dr Dorota Sumińska

Dorota Sumińska- lekarz weterynarii, pisarka i dziennikarka. Prowadziła liczne programy telewizyjne („Zwierzowiec”) i radiowe („Zwierzenia na cztery łapy”, „Wierzę w zwierzę”). Autorka publikacji, tj. „Szczęśliwy pies- porady lekarza weterynarii”, „Szczęśliwy kot”, „Do serca przytul psa”, „Autobiografia na czterech łapach, czyli Historia jednej rodziny oraz psów, kotów, krów, koni, jeży, słoni, węży… i ich krewnych”.

Źródło: Nowa Wieś Europejska 7-8/2010
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here