Za rok w czeskich sklepach mają być tylko czeskie produkty

Izba poselska zdecydowała, że od 2022 r. w sklepach spożywczych sprzedawane ma być co najmniej 55 proc. produktów czeskiej produkcji. Przeciwko regulacji zaprotestowało osiem państw Unii Europejskiej, w tym Polska. Przeciwnicy ustawy – także w Czechach – podkreślają, że przepisy są niezgodne z unijnym prawem.

Za rok 55 proc. żywności w czeskich sklepach będzie produkowana w kraju
Za rok 55 proc. żywności w czeskich sklepach będzie produkowana w kraju

Docelowo w roku 2028 w sklepach spożywczych sprzedawane ma być przynajmniej 73 proc. produktów z Czech.

To drugie podejście do przegłosowania ustawy. Latem „ustawa żywieniowa” trafiła bowiem do zamrażarki. Przepisy spotkały się wówczas ze sprzeciwem polityków ze wszystkich ugrupowań politycznych. Nawet premier Andrej Babiš był przeciwny przyjęciu rozwiązania uważając, że propozycja szkodzi jego byłej firmie Agrofert.

Pierwotnie wnioskodawcy planowali, by w 2027 r. sprzedawać w sklepach nawet 85 proc. wybranych czeskich produktów.

Minister rolnictwa: Potrzeba trochę więcej „nacjonalizmu gospodarczego”

Uchwała Izby poselskiej – izby niższej parlamentu – przewiduje, że sklepy o powierzchni ponad 400 m kw. będą musiały od 2022 r. oferować co najmniej 55 proc. towarów wyprodukowanych w Czechach. Przepisy trafią teraz do rozpatrzenia do Senatu.

Minister rolnictwa Miroslav Toman zaapelował do posłów o „trochę bardziej nacjonalistyczną postawę”. Z zapisów ustawy wynika, że kwoty mają dotyczyć około 100 z ponad 15 tys. rodzajów sprzedawanej żywności, którą można produkować w Czechach.

Są to mięsa, warzywa, owoce lub nabiał. Obowiązek nie będzie dotyczył małych sklepów, ani sklepów specjalistycznych np. z winami lub serami.

Duży sprzeciw przeciwko ustawie

Definicja sklepów specjalistycznych ma zostać dopiero ustalona przez ministerstwo rolnictwa. Przeciwko limitom wypowiedziały się Stowarzyszenie Handlu i Turystyki (SOC), Izba Gospodarcza (HK) oraz Zrzeszenie Przemysłu i Handlu (SPO). Ich zdaniem kwoty będą szkodzić czeskim klientom i naruszą zasady jednolitego rynku wewnętrznego UE.

Ludzie boją się spożywać żywność GMO

Swoje uwagi zgłosili także ambasadorowie i przedstawiciele placówek z kilku państw Unii Europejskiej, w tym Polski. Zwrócili uwagę, że projekt ma charakter dyskryminacyjny.

Według Izby Gospodarczej wprowadzenie nowych przepisów byłoby ingerencją w działalność gospodarczą, zniekształcającą krajowy rynek handlu. W szczególności zaś mogłaby doprowadzić do zaniku drobnych detalistów oraz obniżenia jakości artykułów spożywczych na rynku. Ponadto, nowelizacja ustawy, ograniczająca import żywności, jest sprzeczna z prawem Unii Europejskiej.

Czechy nie są pierwsze w UE

Prezes HK Vladimír Dlouhý zwraca uwagę, że artykuł 34. Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej wyraźnie stwierdza, że ​​ograniczenia ilościowe w imporcie oraz wszelkie działania o skutku równoważnym są zakazane między państwami członkowskimi. A zatem propozycja wyraźnie narusza zasady jednolitego rynku Unii Europejskiej.

Rumunia kilka lat temu nakazała dużym detalistom zakup co najmniej 51 proc. żywności od krajowych producentów. Ostatecznie władze rumuńskie postanowiły w tym roku uchylić przepis, obawiając się sporów przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Obecnie Komisja Europejska prowadzi postępowanie z Bułgarią dotyczące podobnego pomysłu.

Mateusz Kucharczyk | EURACTIV.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here