Niemiecka zadyszka i Brexit. Czarne chmury nad polską branżą rolno-spożywczą

W związku z zadyszką niemieckiej gospodarki w Polsce najbardziej ucierpi branża motoryzacyjna oraz przedsiębiorcy nastawieni na eksport – podkreślają analitycy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Tymczasem „twardy brexit” może najbardziej dotknąć branżę rolno-spożywczą.

Polski Instytut Ekonomiczny, żywność, rolnictwo, eksport żywności, Brexit, recesja

Podczas gdy niemieccy ekonomiści wieszczą recesję nad Odrą, a prezes NBP Adam Glapiński przyznaje, że polska gospodarka będzie „łagodnie schodzić ze szczytu koniunktury”, redakcja Euractiv.pl postanowiła zapytać analityków z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) – autorów opublikowanego we wtorek raportu pt. „Nowe oblicze handlu Polski z Niemcami” – o prognozy na najbliższe miesiące dla polskiej gospodarki w związku z sytuacją u naszych zachodnich sąsiadów.

Polska czwartym partnerem Niemiec w UE

Nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że Niemcy są największym partnerem handlowym Polski w ostatnim trzydziestoleciu. Dlatego dane makroekonomiczne zza Odry należy bacznie śledzić, szczególnie gdy od kilku miesięcy ekonomiści nieustannie przekonują o zbliżającej się recesji, która dotknie niemiecką gospodarkę. I chociaż nasza gospodarka znacznie się wzmocniła w ostatnich latach, a – jak wskazuje raport SGH zaprezentowany podczas XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju – w 2015 r. Polska zamknęła lukę rozwojową w stosunku do Grecji, a być może w tym roku wyprzedzi Portugalię, to gorsza sytuacja u największego partnera handlowego Polski powinna wzbudzić czujność nad Wisłą.

Tym bardziej, że jak przyznał niedawno prezes NBP „polska gospodarka szczytowy wzrost w obecnym cyklu gospodarczym już z pewnością osiągnęła i w kolejnych latach będzie z niego schodziła”. Z raportu PIE wynika, że eksport do Niemiec w 2018 r. stanowił 28,2 proc. polskiego eksportu towarów, a import – 22,4 proc. W ciągu „pierwszych pięciu miesięcy 2019 r. Polska stała się szóstym partnerem handlowym Niemiec pod względem wielkości” – czytamy w raporcie PIE, wyprzedzając Wielką Brytanię. „Spośród państw unijnych, Niemcy miały większe obroty handlowe tylko z Holandią, Francją i Włochami” – podkreślił Łukasz Ambroziak, analityk w Zespole Handlu Zagranicznego PIE.

Złe prognozy dla branży motoryzacyjnej

Jakie są więc perspektywy dla Polskiej gospodarki w przypadku spowolnienia w Niemczech? Analitycy PIE przypominają w analizie dla Euractiv, że „dla polskiej gospodarki zawsze znaczenie ma to, co dzieje się w Niemczech. A u naszych zachodnich sąsiadów nie dzieje się najlepiej – przez wojny handlowe i niepewność związaną z brexitem słabnie niemiecki eksport”. „W konsekwencji spada produkcja przemysłowa, a nastroje menedżerów są najgorsze od czasów kryzysu finansowego w 2009 roku. Dla Polski również będzie to skutkowało zmniejszeniem produkcji, choć z pewnością w mniejszej skali niż w Niemczech. Najbardziej ucierpią te sektory, które są uzależnione od eksportu” – podkreślają analitycy z zespołu makroekonomii PIE.

Nad Wisłą można już zaobserwować pierwsze oznaki spowolnienia „przede wszystkim w motoryzacji. W sierpniu produkcja przemysłowa w tej branży spadła o ponad 10 proc. w porównaniu rok do roku. Ponadto w związku ze zmniejszeniem popytu na samochody na świecie, spada sprzedaż aut produkowanych w niemieckich fabrykach, do których my dostarczamy istotną część komponentów” – twierdzą analitycy PIE.

Szansą odważniejsza polityka fiskalna Niemiec?

Czy inne sektory także powinny czuć się zagrożone z powodu pogorszenia koniunktury? Eksperci z PIE nie mają dobrych prognoz dla tych „branż, dla których motorem napędowym jest eksport. Oprócz motoryzacji, zagrożone mogą być m.in. produkcja maszyn oraz przemysł metalowy czy odzieżowy. Kluczowe będzie także to, co stanie się z brexitem. Wielka Brytania to trzeci największy zagraniczny rynek zbytu dla polskich towarów. Ma on szczególne znaczenie dla artykułów rolno-spożywczych – stanowią one około 20 proc. naszej sprzedaży w tym kierunku. W przypadku twardego brexitu to właśnie branża rolno-spożywcza może ucierpieć najbardziej”.

W jaki sposób można przeciwdziałać negatywnym trendom światowym? Najprostszym rozwiązaniem jest według analityków PIE impuls fiskalny, „który zwiększy popyt wewnętrzny i pozwoli na oddech tym firmom, których sprzedaż ze względu na spowolnienie gospodarcze będzie malała”. Jednak – jak podkreślają eksperci – „na to już się w zasadzie zdecydowaliśmy – od lipca obowiązuje rozszerzone 500+, od sierpnia zerowy PIT dla młodych, a od października obniżka stawki PIT do 17 proc. i zwiększone koszty uzyskania przychodu. Łącznie to impuls fiskalny rzędu 13 mld zł tylko w tym roku”.

„Jednak impuls fiskalny będzie miał ograniczony efekt dla branż, które dostarczają komponenty do zagranicznych fabryk” – jak np. branża motoryzacyjna. „Dla nich dużo większe znaczenie mógłby mieć impuls fiskalny za granicą – np. w Niemczech. Niemcy od kilku lat utrzymują nadwyżki w budżecie i obniżają dług publiczny. Teraz nasi zachodni sąsiedzi mogliby to wykorzystać na pobudzenie popytu wewnątrz gospodarki, np. przez programy dopłat do zakupu nowych samochodów. Takie rozwiązanie było już stosowane przy okazji kryzysu finansowego 10 lat temu. Wówczas przyniosło pozytywny skutek – także dla polskich eksporterów” – konkludują analitycy PIE.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

14 − fourteen =