Polska stepowieje – czas zmienić nasz sposób myślenia o suszy

Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1995 roku ustanowiło 17 czerwca Światowym Dniem Walki z Pustynnieniem i Suszą. Choć wydawać by się mogło, że brak wody w ograniczonym stopniu dotyczy Polski, nic bardziej mylnego.

Zmiany klimatyczne, ingerencja człowieka w naturalny bieg rzek i nadmierne eksploatowanie zasobów wody sprawiają, że susze stają się naszą nową rzeczywistością a stepowienie kraju – realnym problemem. Przekonaliśmy się o tym w kwietniu, gdy niski poziom wody w Wiśle, odsłaniając zaskakujący krajobraz, unaocznił problem suszy w Polsce. Czym jest i jakie są długofalowe konsekwencje suszy? Czy możemy skutecznie chronić zasoby wody w naszym kraju?

Jak przeciwdziałać pustynnieniu Polski? Centrum Współpracy i Dialogu Uniwersytetu Warszawskiego w ramach inicjatywy #UWażniNaSuszę podejmuje próbę odpowiedzi na te pytania, oddając głos nauce i naukowcom.

Przyspieszająca erozja gleb, bezprecedensowy spadek poziomu wód gruntowych, wysychanie ujęć wody czy znikanie istniejących „od zawsze” strumieni, rzek, mokradeł, stawów i jezior – to nowe zjawiska i problemy, na które zwracają uwagę eksperci Uniwersytetu Warszawskiego. Susze nowym zjawiskiem nie są, ale są coraz częstsze. W latach 1951-1981 odnotowano w Polsce zaledwie 6 susz (jedną średnio co 5 lat), w latach 1982–2011 aż 18 (występowały średnio co 2 lata), a od 2013 – susza dotyka nas każdego roku[1]. W 2020 roku po raz pierwszy doświadczyliśmy suszy już wiosną.

Jeszcze do niedawna 40% opadów występowało w półroczu letnim, a 60% w zimowym. Ostatnie 5 lat charakteryzował natomiast niekorzystny typ rozkładu czasowego opadu w Polsce – najniższe zasilanie opadowe występowało pod koniec lata i na początku jesieni. W kwietniu 2019 i 2020 roku odnotowaliśmy minimalne opady, które wynosiły w niektórych regionach 1-2 mm w skali miesiąca przy dotychczasowych 20 mm. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem niespotykanym nigdy wcześniej – suszy wiosennej związanej z niedoborem opadu oraz deficytem wilgotności gleby już na wiosnę – wyjaśnia dr Maciej Lenartowicz z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.

To nie brak deszczu jest główną przyczyną wysuszania się kraju

Rosnące średnie wartości temperatury w miesiącach zimowych powodują, że mamy coraz cieplejsze zimy i zdecydowanie mniejsze opady śniegu. Reżim zasilania większości polskich rzek określany jest jako śnieżny lub śnieżno-deszczowy, co oznacza, że to topnienie śniegu w dotychczasowym klimacie Polski było najważniejszym wiosennym źródłem zasilania gleb w wodę. Śnieg utrzymujący się na polach i w lasach topniał zasilając wody gruntowe i rzeki, a  procesowi temu towarzyszyły naturalne wezbrania roztopowe. Obecnie w związku z częstym brakiem pokrywy śnieżnej, także wiosenne, a nie tylko jesienne stany rzek są niskie. Śnieg zastąpił szybko spływający do rzek deszcz. W rezultacie woda z opadów zimowych w kwietniu jest już w Bałtyku, a susza przestaje być domeną najcieplejszych miesięcy.

Co wzrost wartości temperatury powietrza oznacza dla bilansu wodnego?

2019 rok był najcieplejszym w całej polskiej historii pomiarów, bijąc rekord sprzed roku[2]. Zimy są coraz cieplejsze, a lata bardziej upalne, o czym świadczy potrojenie liczby upalnych dni w Polsce w ostatnich dekadach. Nawet przy zbliżonych średniorocznych sumach opadów deszczu, woda szybciej paruje, zatem bilans wodny jest deficytowy. Wysusza się gleba, obniża się poziom wód podziemnych, wysychają rzeki, mokradła, rozlewiska i jeziora. Jednocześnie wydłużają się okresy bez opadów, a deszcz latem ma coraz częściej postać gwałtownych opadów nawalnych. Tymczasem nawet przelotne, ale częste deszcze czy mżawki sprawiają, że gleba ma czas wchłonąć wodę, zmagazynować ją i odprowadzić do głębszych warstw wodonośnych. Ta sama ilość wody w krótkotrwałych, gwałtownych zjawiskach atmosferycznych, spływa szybko po powierzchni terenu do rzek i Bałtyku. Mimo utrzymującej się suszy może wywoływać podtopienia i powodzie, których liczba w ostatnich latach wyraźnie wzrasta. W wielu przypadkach przy krótkotrwałych opadach – aż 100% wody opadowej wyparowuje bądź formuje spływ powierzchniowy nie zasilając horyzontów wodonośnych.

Czy powinniśmy bać się suszy?

Wiemy na pewno, że susza w naszym obszarze będzie coraz częstsza i coraz bardziej dotkliwa. Jej skutki będą zależne od tego, jak długotrwałą będzie i czy będą zdarzały się chociaż przejściowe opady, tak jak teraz. Musimy pamiętać, że suszę nie zawsze widać gołym okiem, widać ją w rzekach i w zbiornikach podziemnych. Na pewno grożą nam kłopoty z dostępem do części owoców i warzyw, na pewno będziemy musieli wprowadzać nowe uprawy, realne są także kłopoty z dostawami prądu, ale przede wszystkim grozi nam pustynnienie Polski. Zatem jeśli nie podejmiemy działań przeciwdziałających suszom, nasz kraj zmieni się w step. Powinniśmy mieć świadomość zagrożeń, które są realne, jeśli nie powstrzymamy zmian klimatu i nie podejmiemy działań, żeby naprawiać to, co zepsuliśmy – tłumaczy prof. dr hab. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Geofizyki PAN.

Nawet 100 tys. zł na zbiornik na wodę lub deszczownie

Czy można przeciwdziałać stepowieniu Polski?

Naukowcy zwracają uwagę, że aby przeciwdziałać pustynnieniu czy stepowieniu Polski musimy zmienić swoje myślenie o wodzie. Zamiast odprowadzać ją rowami melioracyjnymi do uregulowanych rzek i dalej do morza, powinniśmy zrobić wszystko, żeby zatrzymać ją w dorzeczach i wspomagać podnoszenie się zwierciadła wód podziemnych. Pilnie potrzebne są działania adaptacyjne do zmian klimatu:

  • Na terenach zabagnionych powinniśmy likwidować rowy melioracyjne lub co najmniej budować zastawki na już istniejących, chronić mokradła, zakazać odwadniania torfowisk, przywracać tereny zalewowe, pamiętajmy – bobry są naszymi sprzymierzeńcami!
  • Dla przywrócenia retencji w dolinach rzecznych fundamentalne znaczenie ma odtwarzanie naturalnego biegu rzek i zwiększanie rozstawu wałów przeciwpowodziowych. Powinniśmy myśleć nie w kategoriach wielkich tam i zbiorników retencyjnych np. na Wiśle, lecz małej retencji krajobrazowej, takiej jak oczka wodne – woda potrzebna jest na polu, a nie w zbiorniku retencyjnym.
  • W rolnictwie powinniśmy stosować międzyplony i płodozmian, wprowadzać uprawę bezorkową, chronić zadrzewienia śródpolne i w razie potrzeby nasadzać nowe. Dla właścicieli gruntów powinny zostać wprowadzone instrumenty dopłat do tzw. usług ekosystemowych.
  • O ile na terenach gęsto zamieszkanych przywracanie mokradeł i podnoszenie poziomu wód podziemnych może być w wielu miejscach trudne do wykonania ze względów społeczno-gospodarczych, to lasy, zajmujące ok. 30% powierzchni Polski powinny stać się miejscami skutecznej retencji wody. Szczególną ochroną powinny zostać objęte lasy na terenach górskich, gdzie retencjonowanie wód opadowych jest najważniejsze.
  • Na terenach miejskich należy priorytetowo chronić i rozszerzać tereny zielone oraz tereny naturalnej retencji wody. Obrazowo mówiąc: parki zamiast parkingów.

[1] Za: https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/coraz-czestsze-susze-w-polsce-konsekwencja-zmiany-klimatu-i-dzialan-anty-adaptacyjnych-417, dostęp z dn. 8 czerwca 2020 r.

[2] Tamże.

Źródło: Centrum Współpracy i Dialogu UW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here