Polski drób kontra Brazylia i Chiny. Walka o rynki będzie coraz ostrzejsza

Polska branża drobiarska pozostaje jednym z najmocniejszych sektorów krajowego rolnictwa i przetwórstwa spożywczego. To właśnie drób przez lata był przykładem dobrze zorganizowanej produkcji, silnego eksportu i skutecznego wykorzystania przewag kosztowych. Dziś jednak sektor wchodzi w okres, w którym sama skala produkcji może już nie wystarczyć.

Żywca brakuje, koszty rosną. Co dalej z polskim drobiarstwem? dr Magdalena Kowalewska, Dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego, Bank BNP Paribas

Na rynek drobiu jednocześnie oddziałują choroby zwierząt, rosnące koszty surowca i energii, problemy z dostępnością żywca oraz coraz ostrzejsza konkurencja na rynkach eksportowych. Jak wskazuje dr Magdalena Kowalewska, Dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas, branża nadal radzi sobie z wyzwaniami, ale presja wyraźnie narasta.

Polski drób to sukces, ale rynek nie jest wolny od ryzyka

Polska przez lata budowała mocną pozycję w produkcji drobiu. Sektor stał się jednym z filarów eksportu rolno-spożywczego, a krajowi producenci skutecznie konkurowali zarówno na rynku unijnym, jak i poza UE. Dziś jednak otoczenie rynkowe jest znacznie trudniejsze niż kilka lat temu.

– Polski sektor drobiarski jest jednym z największych sektorów polskiej branży spożywczej i niewątpliwie jest to przykład doskonałego sukcesu tej branży – podkreśla dr Magdalena Kowalewska.

Ten sukces nie oznacza jednak spokoju. Z punktu widzenia ekonomicznego ostatnie miesiące przyniosły sektorowi silną presję chorób zwierząt, przede wszystkim grypy ptaków, ale także innych zagrożeń, takich jak rzekomy pomór drobiu. Dla hodowców i przetwórców są to nie tylko problemy weterynaryjne, ale również realne ryzyka finansowe i organizacyjne.

Choroby zwierząt ograniczają podaż żywca

Najbardziej bezpośrednim skutkiem chorób drobiu jest ograniczenie podaży żywca do uboju. Jeżeli w gospodarstwie pojawia się ognisko choroby, produkcja zostaje przerwana, stado trafia do likwidacji, a cały plan produkcyjny musi zostać zmieniony.

– Ostatnie kilkanaście miesięcy to duża presja chorób zwierząt, przede wszystkim grypy ptaków, a także rzekomego pomoru drobiu, co ma swoje określone konsekwencje ekonomiczne w postaci mniejszej podaży żywca do uboju – wskazuje dr Magdalena Kowalewska.

To szczególnie ważne dla przetwórni i ubojni, które potrzebują regularnych dostaw surowca. Każde ograniczenie podaży żywca wpływa na wykorzystanie mocy produkcyjnych, koszty jednostkowe i możliwość realizacji kontraktów.

Eksport wymaga drobiu ze zdrowych stref

Choroby zwierząt mają też bezpośredni wpływ na handel zagraniczny. Odbiorcy, szczególnie z krajów trzecich, zwracają uwagę nie tylko na cenę i jakość mięsa, ale również na status zdrowotny regionu, z którego pochodzi produkt.

– W eksporcie, szczególnie do krajów trzecich, ale również unijnych, poszukiwany jest drób, który nie pochodzi ze stref objętych wirusem czy chorobami – zaznacza ekspertka Banku BNP Paribas.

Dla polskiej branży drobiarskiej to kluczowa sprawa. Eksport jest jednym z fundamentów sektora. Jeżeli pojawiają się ograniczenia regionalne, część producentów i zakładów może mieć problem z kierowaniem towaru na najbardziej atrakcyjne rynki. W praktyce oznacza to większą presję na logistykę, sprzedaż i zarządzanie ryzykiem.

Rentowność się poprawiła, ale koszty mocno wzrosły

Sytuacja finansowa przetwórstwa drobiowego nie jest jednoznaczna. Z jednej strony w 2025 roku rentowność sektora poprawiła się względem 2024 roku. Z drugiej strony branża odczuwa silny wzrost kosztów, zwłaszcza po stronie surowca.

– Widzimy, że rentowność przetwórstwa mięsa drobiowego w 2025 roku poprawiła się w stosunku do 2024 roku, ale jednocześnie widzimy też ogromne wzrosty kosztów – mówi dr Magdalena Kowalewska.

Najmocniej uderzył koszt żywca. Według ekspertki koszt surowca do przetwórstwa drobiu wzrósł o 15 proc., a koszty energii o 4 proc.

To pokazuje, że poprawa rentowności nie oznacza braku problemów. Przetwórcy funkcjonują w warunkach wyższych kosztów zakupu żywca, energii, pracy, transportu i utrzymania zakładów. Jeżeli nie mogą w pełni przenieść tych kosztów na odbiorców, marże pozostają pod presją.

Żywca drobiowego systemowo brakuje

Jednym z najważniejszych problemów polskiego rynku drobiu jest strukturalna nierównowaga między możliwościami ubojni a produkcją żywca. Innymi słowy: zakłady mają większe moce przerobowe niż dostępny surowiec z hodowli.

– Cały czas na rynku drobiu w Polsce jest dysproporcja pomiędzy mocami ubojowymi w przetwórniach i ubojniach a mocami hodowlanymi. Rzeczywiście cały czas tego żywca systemowo brakuje – podkreśla dr Magdalena Kowalewska.

Dla hodowców taka sytuacja może być korzystna, ponieważ ograniczona podaż żywca wzmacnia ich pozycję rynkową. Zakłady potrzebują surowca, więc konkurencja o dostawy może podbijać znaczenie producentów utrzymujących stabilną i zdrową produkcję.

Hodowcy mają przewagę, ale ponoszą największe ryzyko

Niedobór żywca daje hodowcom naturalną przewagę negocjacyjną, ale jednocześnie to właśnie oni są najbardziej narażeni na skutki chorób. W przypadku ogniska grypy ptaków straty nie ograniczają się do samej utylizacji stada. Problemem jest także przerwa produkcyjna i konieczność przebudowy całego harmonogramu gospodarstwa.

– Z jednej strony to dobra sytuacja dla hodowców, dlatego że tworzy naturalną przewagę konkurencyjną dla nich. Z drugiej strony to właśnie hodowcy są bezpośrednio narażeni na choroby zwierząt – mówi ekspertka.

W przypadku wystąpienia ogniska choroby konieczna jest likwidacja stada. Państwo wypłaca odszkodowania, które mają pokryć koszty utylizacji i straty ekonomiczne, ale to nie rozwiązuje całego problemu.

– Są odszkodowania rządowe, które pokrywają koszty utylizacji i utraty strat ekonomicznych, ale z drugiej strony to też jest przerwa produkcyjna. To powoduje konieczność przekładania planu produkcyjnego – wyjaśnia dr Magdalena Kowalewska.

Dla hodowcy oznacza to utratę ciągłości pracy, zmianę terminów wstawień, opóźnienia i ryzyko niewykorzystania potencjału budynków. Przy dużej skali produkcji każdy tydzień przestoju ma znaczenie.

Bioasekuracja staje się warunkiem utrzymania produkcji

W obecnych warunkach bioasekuracja nie jest już wyłącznie formalnym wymogiem. To podstawowe narzędzie ochrony ekonomicznej gospodarstwa. Każde ognisko choroby może zatrzymać produkcję, odciąć część sprzedaży i wpłynąć na cały lokalny rynek.

Drobiarze muszą więc inwestować nie tylko w wydajność, ale również w bezpieczeństwo zdrowotne stad. Dotyczy to kontroli wjazdów, dezynfekcji, ograniczenia kontaktu z dzikim ptactwem, zabezpieczenia paszy, ruchu ludzi i sprzętu oraz ścisłego przestrzegania procedur.

W praktyce przewagę będą miały gospodarstwa, które potrafią utrzymać ciągłość produkcji w wysokim reżimie sanitarnym. W eksporcie status zdrowotny może być równie ważny jak cena.

Brazylia i Chiny coraz mocniej rozpychają się na rynkach

Polski drób konkuruje nie tylko w Unii Europejskiej. Coraz większe znaczenie mają także rynki trzecie, na których aktywnie działają globalni gracze. Jak wskazuje dr Magdalena Kowalewska, presja konkurencyjna będzie rosła.

– Widzimy coraz większą konkurencję na rynkach docelowych, na rynkach eksportowych, zarówno w Unii, która jest dla nas największym i najważniejszym partnerem handlowym, ale również na rynkach trzecich, gdzie rozpycha się Brazylia i Chiny – mówi ekspertka.

To poważne wyzwanie. Brazylia jest jednym z największych eksporterów drobiu na świecie i konkuruje skalą oraz ceną. Chiny z kolei mają ogromny wpływ na światowy handel żywnością, zarówno jako importer, jak i coraz bardziej aktywny gracz w wybranych segmentach produkcji i handlu.

Dla Polski oznacza to, że utrzymanie pozycji eksportowej będzie wymagało nie tylko wolumenu, ale również stabilnej jakości, bezpieczeństwa zdrowotnego, sprawnej logistyki i dostępu do rynków bez ograniczeń weterynaryjnych.

Branża radzi sobie dobrze, ale presja narasta

Ocena sytuacji sektora nie jest pesymistyczna, ale wymaga realizmu. Polski drób nadal ma silne fundamenty: dużą skalę, rozwinięte przetwórstwo, doświadczenie eksportowe i mocną pozycję w UE. Jednocześnie rośnie liczba czynników, które mogą ograniczać opłacalność.

– Można podsumować, że nadal polska branża drobiarska radzi sobie dobrze z wyzwaniami, które są. Natomiast widzimy coraz większą presję, jeśli chodzi o wyzwania wewnętrzne związane ze strukturą rynku, a także wyzwania zewnętrzne – podsumowuje dr Magdalena Kowalewska.

Najbliższy okres będzie więc testem dla całego sektora. Hodowcy muszą pilnować zdrowotności stad i kosztów produkcji. Przetwórcy muszą zabezpieczać surowiec i marże. Eksporterzy muszą bronić pozycji na rynkach, gdzie konkurencja staje się coraz bardziej agresywna.

https://agronews.com.pl/artykul/buraki-cukrowe-opoznione-przez-pogode-teraz-liczy-sie-dobra-dawka-azotu

Co dalej z polskim drobiarstwem?

Perspektywy dla branży pozostają dobre, ale warunki działania będą trudniejsze. Najważniejsze będą trzy obszary: zdrowotność stad, dostępność żywca i konkurencyjność eksportu.

Jeżeli choroby zwierząt będą nadal ograniczać podaż, rynek może pozostać napięty. Dla hodowców oznacza to mocniejszą pozycję, ale także większą odpowiedzialność za bioasekurację. Dla przetwórców — konieczność walki o surowiec i utrzymanie rentowności mimo rosnących kosztów.

Polski sektor drobiarski nie traci znaczenia. Przeciwnie, nadal jest jedną z najważniejszych gałęzi krajowej produkcji rolno-spożywczej. Ale wchodzimy w etap, w którym o przewadze nie będzie decydowała wyłącznie skala. Kluczowe będą bezpieczeństwo produkcji, odporność na choroby, stabilne dostawy żywca i zdolność utrzymania eksportu w warunkach rosnącej konkurencji.

Małgorzata Kulma
Małgorzata Kulmahttps://agronews.com.pl
Redaktor portalu agronews.com.pl. Email: m.kulma@agronews.com.pl

Zostaw komentarz

Zostaw odpowiedź

13,428FaniLubię
7,105ObserwującyObserwuj
3,946ObserwującyObserwuj
13,432SubskrybującySubskrybuj