Polski ziemniak miał być pewnym towarem. Dziś walczy o przetrwanie

Na rynku ziemniaka robi się coraz goręcej. Polski ziemniak jest obecnie w centrum uwagi rynku rolnego. W polskich magazynach mają zalegać setki tysięcy ton niesprzedanych bulw z ubiegłorocznych zbiorów. Producenci alarmują, że bez szybkiego działania część towaru może trafić nie na stoły, lecz do utylizacji. Według szacunków branży chodzi o od 700 tys. do nawet 1 mln ton ziemniaków. Te ilości nadal czekają na kupców.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odpowiada kampanią pod hasłem „Polski ziemniak – bohater każdego obiadu”. Jej cel jest prosty: przekonać konsumentów, by zamiast młodych ziemniaków z importu sięgali po krajowe ziemniaki z ubiegłorocznych zbiorów. Resort chce w ten sposób zwiększyć sprzedaż i ograniczyć nadwyżki, które coraz mocniej ciążą producentom.

Milion ton problemu. Rolnicy mówią wprost: towar zalega, koszty rosną

Dla wielu gospodarstw to nie jest już zwykłe wahnięcie rynku, ale realny kryzys płynności. Ziemniaki wymagają przechowywania, sortowania, transportu i stałej kontroli jakości. Każdy kolejny tydzień oznacza dodatkowe koszty, a cena rynkowa często nie pozwala odzyskać nakładów poniesionych na produkcję.

Sytuację dodatkowo zaostrza fakt, że na sklepowych półkach pojawiają się młode ziemniaki importowane. Dla konsumenta wyglądają atrakcyjnie. Jednak nie rozwiązują problemu krajowej nadwyżki. Rolnicy pytają więc: kto ma kupić polskie zapasy, skoro rynek już żyje nowym sezonem?

Sieci handlowe włączają się do akcji. Lidl obniża ceny

Resort rolnictwa zapowiedział współpracę z handlem. Sieci mają lepiej eksponować krajowe ziemniaki, promować ich zakup i ułatwiać konsumentom wybór polskiego produktu. Do akcji włączyły się m.in. sieci handlowe. Co więcej, Lidl Polska informował o sprzedaży polskich ziemniaków jadalnych luzem w cenie 1,99 zł/kg od 7 maja.

Na papierze wygląda to jak szybka mobilizacja rynku. W praktyce jednak część rolników i działaczy branżowych uważa, że to działanie spóźnione i zbyt słabe wobec skali problemu. Promocja w sklepie może zwiększyć sprzedaż, ale nie zmieni faktu, że nadwyżka liczona jest w setkach tysięcy ton.

„Opowiadanie bajek”? Rolnicy nie wierzą w prosty ratunek

Najostrzejsza krytyka dotyczy realności całej akcji. W branży pada argument, że aby w krótkim czasie rozładować tak ogromne zapasy, każdy Polak musiałby zjeść dodatkowo ogromne ilości ziemniaków. W publicznej debacie pojawia się wyliczenie mówiące nawet o około 30 kg na osobę. To pokazuje skalę absurdu, z jaką — zdaniem krytyków — mierzą się producenci.

Działacze rolniczy zarzucają resortowi, że kampania jest działaniem wizerunkowym, a nie systemowym rozwiązaniem problemu. Padają mocne słowa o „pozorowanych działaniach” i „opowiadaniu bajek”, bo rolnicy oczekują nie tylko apelu do konsumentów, lecz konkretnych mechanizmów zagospodarowania nadwyżek.

Największy problem? Nie tylko nadprodukcja, ale także import i znakowanie

W tle jest jeszcze jeden, bardzo drażliwy temat: pochodzenie ziemniaków. Rolnicy od dawna wskazują, że na rynku problemem bywa nie tylko import sam w sobie, ale również nieuczciwe znakowanie towaru. Jeśli zagraniczne ziemniaki trafiają do obrotu jako polskie, uczciwy producent przegrywa podwójnie: ceną i zaufaniem konsumenta.

Dlatego sama kampania promocyjna może nie wystarczyć. Potrzebne są kontrole, przejrzyste oznaczenia i realna odpowiedzialność za fałszowanie pochodzenia. Konsument może chcieć kupić polski produkt, ale musi mieć pewność, że informacja na etykiecie odpowiada rzeczywistości.

Spóźniona pomoc? Rolnicy już liczą straty

Największy zarzut wobec działań państwa dotyczy terminu. Kampania rusza w maju, czyli wtedy, gdy sezon przechowalniczy jest już na finiszu. Część producentów stoi przed decyzją, co zrobić z towarem, którego nie udało się sprzedać. Dla wielu gospodarstw to nie jest moment na spokojną promocję, ale czas dramatycznych kalkulacji.

Rolnicy pytają, dlaczego działania nie ruszyły wcześniej, gdy można było skuteczniej kierować towar do handlu, przetwórstwa, gastronomii, instytucji publicznych albo alternatywnych kanałów zbytu. Dziś każda zwłoka może oznaczać kolejne partie ziemniaków tracące wartość handlową.

Hipokryzja handlu? Sieci teraz pomagają, ale wcześniej promowały import

Część branży nie kryje irytacji postawą sieci handlowych. Z jednej strony handel deklaruje wsparcie dla polskiego ziemniaka, z drugiej — rolnicy od lat narzekają na presję cenową, promocje importu i twarde warunki współpracy. W ich ocenie sieci nie mogą dziś występować wyłącznie w roli ratownika. Wcześniej same współtworzyły realia, w których krajowy producent był wypychany z półki przez tańszy towar z zagranicy.

To jeden z najbardziej zapalnych punktów całej sprawy. Bo jeśli akcja ma być czymś więcej niż marketingowym hasłem, musi oznaczać trwałą zmianę w podejściu do polskich dostawców. Dlatego nie może to być tylko kilkudniowa promocja w gazetce.

Ziemniaki do energetyki? Rząd szuka awaryjnych rozwiązań

W obliczu narastającego kryzysu pojawiają się także pomysły zagospodarowania nadwyżek poza klasycznym rynkiem spożywczym. Wśród rozważanych kierunków wymienia się m.in. wykorzystanie ziemniaków w sektorze energetycznym lub przetwórczym. Branża już wcześniej wskazywała na potrzebę przerobu nadwyżek, m.in. na bioetanol.

To jednak rozwiązanie awaryjne, a nie sukces rynkowy. Jeśli żywność wysokiej jakości musi być kierowana do innych sektorów tylko dlatego, że nie znalazła nabywcy, oznacza to poważne pęknięcie w systemie organizacji rynku.

Polski ziemniak walczy o przetrwanie na własnym rynku

Kampania ministerstwa może pomóc w zwiększeniu świadomości konsumentów i poprawić sprzedaż części zapasów. Ale nie odpowiada na wszystkie pytania, które dziś zadają producenci. Co z kontrolą pochodzenia? Co z importem? Co z cenami poniżej kosztów? Co z rolnikami, którzy już teraz muszą utylizować towar?

Ziemniaczany kryzys pokazuje, że w polskim rolnictwie nie wystarczy wyprodukować dobry plon. Trzeba go jeszcze sprzedać za cenę, która pozwoli utrzymać gospodarstwo. A jeśli na koniec sezonu w magazynach zostaje nawet milion ton ziemniaków, to nie jest problem obiadowego menu. To sygnał ostrzegawczy dla całego rynku.

Zostaw komentarz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

13,428FaniLubię
7,105ObserwującyObserwuj
3,946ObserwującyObserwuj
13,432SubskrybującySubskrybuj