Propulse napełni kombajn (i kieszeń)

Realia pokazują, że rolnik ma większy wpływ na produktywność upraw niż na ceny zbytu zebranych plonów. Do takiego wniosku doszedł Włodzimierz Fryder, który gospodaruje na kilkuset hektarach w zachodniej Wielkopolsce.

Odkąd przed dziesięcioma laty wznowił uprawę rzepaku na swoich polach, ciągle sprawdza potencjał jego plonowania w warunkach, jakie może mu stworzyć. Od kilku lat regularnie zbiera blisko 4 t nasion z hektara. Chociaż nie dysponuje glebami najlepszej jakości, to stara się to niwelować przemyślanym doborem odmian, nawożenia, a zwłaszcza ochrony. Opryskiwacza w rzepaku używa bardzo często, bo inaczej się nie da. Samo zwalczanie chorób obejmuje trzy zabiegi, jeden jesienią i dwa wiosną.

– Propulse kupiłem przypadkiem – mówi rolnik. – Właściwie to pojechałem do sklepu po Proteus, który chciałem zastosować w fazie luźnego kwiatostanu na słodyszka. Tak się złożyło, że przed wyjazdem przeglądałem zalecenia ochrony w czasopiśmie rolniczym i utkwiła mi w pamięci reklama ze sztabkami złota. W sklepie zamiast o Proteus, poprosiłem o Propulse. Sprzedawca zachwalał, że to nowy produkt i że na pewno będę zadowolony. Ja na to odparłem, że znam jego możliwości. Dopiero po powrocie do domu zorientowałem się, że zamiast insektycydu kupiłem fungicyd i muszę wrócić do sklepu po Proteus. Ale pomyślałem, że skoro już mam Propulse, to go zastosuję, bo z etykiety wynika, że podobnie jak Proteus, jest to produkt firmy Bayer CropScience. Jednak musiałem dokupić środka na choroby, bo dawkę policzyłem z myślą o Proteusie, czyli 0,5 l/ha, a Propulse trzeba stosować w dawce 1,0 l/ha. Wróciłem do sklepu i dokupiłem Proteus na całość oraz fungicyd ze średniej półki na drugą połowę mojego areału rzepaku, bo mimo wszystko chciałem trochę zaoszczędzić.

 

\"\"

 

Zasiewy rzepaku ozimego w gospodarstwie Włodzimierza Frydra sięgają 100 ha. W poprzednim roku do zabiegu "na płatek" na połowie tej powierzchni po raz pierwszy użył fungicydu Propulse z firmy Bayer CropScience. Pozostałą część plantacji rzepaku potraktował innym fungicydem.

– Do połowy czerwca nie widziałem różnicy pomiędzy częścią plantacji opryskaną Propulsem, a drugą częścią – mówi rolnik. – Jednak pod koniec czerwca ta druga część zaczęła szybciej tracić kolor. Pomyślałem, że przez ten eksperyment połowa rzepaku dojrzeje później i ze zbiorem będę czekał do sierpnia, bo wcześniej nie dojrzeje. Ostatecznie wjechałem kombajnem na całość po połowie lipca. Część plantacji chronionej "po staremu" wydawała się bardziej sucha, dojrzalsza.

To, co rolnikowi wydawało się lepszą dojrzałością roślin do zbioru, ostatecznie okazało się znacznym porażeniem zgnilizną twardzikową. Choroba w silnym stopniu poraziła co dziesiątą roślinę (zupełny brak nasion w łuszczynach), a co piątą w średnim (było mniej dobrze wykształconych łuszczyn i drobniejsze nasiona). Objawem tego stanu widocznym z daleka był rdzawy kurz wzbijający się nad motowidłami kombajnu.

Dwa dni później przyszła kolej na omłot rzepaku chronionego Propulsem. Już po kilkudziesięciu metrach pracy kombajnu dało się zauważyć, że kurzu jest znacznie mniej. Później komputer pokładowy wskazał, że zbiornik zapełnił się nasionami o 0,2 ha wcześniej. Oznaczało to, że ta część plantacji plonuje o 3-4 dt/ha lepiej, a plon ogólny zbliża się do 4,8 t/ha. Skąd się wzięła zwyżka nie trzeba było długo się zastanawiać. Po prostu Propulse lepiej poradził sobie z chorobami rzepaku atakującymi od fazy kwitnienia, a w szczególności ze zgnilizną twardzikową.

W tym sezonie cały rzepak w terminie "na płatek" potraktuje Propulsem. Żniwa będą bardziej udane i wydatki się zwrócą z nawiązką.

Tekst i fot.: Bayer CropScience

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here