Do Europy trafiają kolejne partie żywności z krajów trzecich, które budzą poważne wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa i jakości. W ostatnich dniach ujawniono przekroczenia pozostałości środków ochrony roślin w nasionach słonecznika sprowadzonych z Argentyny do Bułgarii. To już drugi taki przypadek w krótkim czasie. Wcześniej pojawiły się informacje o wołowinie z Brazylii skażonej hormonem, którego stosowanie w Unii Europejskiej jest zakazane.

Zdaniem przedstawicieli środowisk rolniczych takie sytuacje mogą stać się znacznie częstsze, jeśli zacznie w pełni obowiązywać umowa handlowa między Unią Europejską a krajami MERCOSUR.
Kontrole są wyrywkowe, ryzyko pozostaje
Rolnicy zwracają uwagę, że na granicach Unii Europejskiej kontrole importowanej żywności prowadzone są wyrywkowo. Oznacza to, że część produktów niespełniających unijnych norm może trafiać na europejski rynek.
– Słonecznik i wołowina to tylko przykłady tego, co może stać się codziennością, gdy umowa z krajami MERCOSUR zacznie w pełni obowiązywać. Kontrole na granicy są wyrywkowe, dlatego ryzyko, że żywność niespełniająca unijnych norm trafi na nasze stoły, jest bardzo duże – podkreśla Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w województwie kujawsko-pomorskim.
Konsument nie zawsze wie, skąd pochodzi surowiec
Problemem jest również oznakowanie żywności przetworzonej. W wielu przypadkach na etykiecie nie ma informacji o kraju pochodzenia surowców użytych do produkcji.
– W przypadku żywności przetworzonej konsument nie ma obowiązku otrzymać informacji o pochodzeniu surowca. Nie będzie więc wiedział, czy do produkcji kiełbasy albo makaronu wykorzystano mięso czy zboże z Polski, z innego kraju UE, z Ukrainy czy z Ameryki Południowej – zwraca uwagę Wroński.
Według rolników taka sytuacja utrudnia świadome wybory zakupowe i ogranicza możliwość wspierania lokalnej produkcji.
Rolnicy mówią o nierównych zasadach gry
Największe kontrowersje budzą jednak przepisy dotyczące dopuszczalnych poziomów pozostałości środków ochrony roślin w żywności, czyli tzw. norm MRL.
Produkty wytwarzane na terenie Unii Europejskiej muszą spełniać bardzo restrykcyjne wymagania. Rolnicy nie mogą stosować substancji czynnych, które zostały wycofane z rynku, a ich pozostałości w płodach rolnych są niedopuszczalne.
Tymczasem w przypadku importu z krajów trzecich obowiązują inne zasady.
– Importerzy mogą korzystać z mechanizmu „Import Tolerance MRL”, który pozwala na stosowanie wyższych norm pozostałości pestycydów niż te obowiązujące w UE. To uprzywilejowuje producentów z krajów trzecich, a jednocześnie dyskryminuje polskich i europejskich rolników – mówi Marcin Wroński.
Środki zakazane w UE nadal używane poza Europą
Według przedstawicieli organizacji rolniczych w krajach MERCOSUR stosuje się wiele substancji czynnych, które w Unii Europejskiej zostały wycofane nawet kilkadziesiąt lat temu.
Dodatkowo – jak wskazują rolnicy – tamtejsze systemy kontroli produkcji rolnej są znacznie mniej restrykcyjne. Nie obowiązują m.in. tak szczegółowe regulacje dotyczące liczby zabiegów ochrony roślin, badań technicznych opryskiwaczy czy obowiązkowych szkoleń dla użytkowników środków ochrony roślin.
– W Polsce od 6 marca każdy, kto chce kupić środki ochrony roślin w większych opakowaniach, musi posiadać aktualne szkolenie. W krajach MERCOSUR takich wymogów często nie ma – podkreśla Wroński.
Różnice w normach mogą sięgać setek razy
Rolnicy zwracają uwagę na ogromne różnice w dopuszczalnych poziomach pozostałości pestycydów.
Przykładowo w przypadku glifosatu dopuszczalny poziom w Unii Europejskiej wynosi 0,1 mg/kg, podczas gdy w Brazylii dopuszcza się nawet 1,0 mg/kg. Jeszcze większe dysproporcje dotyczą innych substancji.
– To nie jest zwykła różnica w normach – to prawdziwa przepaść. W niektórych przypadkach dopuszczalne poziomy są kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy wyższe niż w Unii Europejskiej – zaznacza Wroński.
Apel o zmiany w przepisach
Zdaniem przedstawicieli środowisk rolniczych obecny system powinien zostać zmieniony tak, aby obowiązywały jednakowe zasady dla wszystkich producentów wprowadzających żywność na rynek UE.
– Polski rząd, w trosce o zdrowie konsumentów i uczciwą konkurencję, powinien wystąpić o likwidację w unijnym prawie mechanizmu Import Tolerance MRL – podsumowuje Marcin Wroński.
Dyskusja o równych standardach produkcji żywności i warunkach konkurencji na wspólnym rynku prawdopodobnie będzie w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej intensywna – szczególnie w kontekście negocjacji handlowych z krajami Ameryki Południowej.









