“Wyprodukowano bez stosowania GMO”. Etykiety ministerstwa mogą wprowadzać w błąd

Resort rolnictwa poinformował, że od nowego roku wprowadza etykiety na żywność: “Bez GMO” i “Wyprodukowano bez stosowania GMO”. Wydawałoby się, że taki produkt powinien pochodzić od zwierząt karmionych wyłącznie pożywieniem wolnym od GMO. Ale okazuje się, że niekoniecznie tak będzie…

GMO, bez GMO, Jan Krzysztof Ardanowski, ministerstwo rolnictwa, oznakowanie żywności

Wczoraj minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski poinformował, że od nowego roku wprowadza ujednolicone znaki graficzne dla żywności i pasz wytworzonych bez modyfikacji genetycznej. Na takich produktach pojawią się etykiety: „Bez GMO” i „Wyprodukowano bez stosowania GMO”. Mają one stanowić czytelny sygnał dla konsumentów, że na żadnym etapie produkcji nie zastosowano modyfikacji genetycznej.

Znak „Bez GMO” będzie umieszczany na produktach roślinnych i paszach, natomiast „Wyprodukowano bez stosowania GMO” – na produktach pochodzenia zwierzęcego.

Produkty pochodzenia zwierzęcego, w których nie jest możliwe wykrycie modyfikacji genetycznych, będą oznakowywane znakiem zawierającym frazę „wyprodukowane bez stosowania GMO (…). Oznakowanie wprowadzane przepisami projektowanego rozporządzenia nie będzie wprowadzać w błąd konsumenta – czytamy w uzasadnieniu rozporządzenia.

“Wyprodukowano bez stosowania GMO” jednak z GMO

Czy rzeczywiście tak będzie? Czy rzeczywiście konsument otrzyma produkt wytworzony z surowców całkowicie wolnych od GMO? Niekoniecznie. Resort rolnictwa chce wprowadzić tzw. okresy karencji, podczas których zwierzę nie może być karmione genetycznie zmodyfikowaną paszą. Wtedy produkty od niego pochodzące będzie można oznaczyć „Wyprodukowano bez stosowania GMO”, nawet jeśli poza okresem karencji jadł paszę GMO.

– Ze względu na postęp hodowlany i wymagania pokarmowe współczesnych ras zwierząt, w powiązaniu z potrzebą utrzymania rentowności prowadzonego chowu, hodowcy zwierząt deklarują, że stosowanie pasz GMO jest w pewnych okresach życia wybranych gatunków zwierząt niezbędne. Kompromisem w tej sytuacji jest dopuszczenie znakowania żywności pochodzenia zwierzęcego jako wolnej od GMO, jeżeli tylko w pewnych, najbardziej uzasadnionych okresach żywienia zwierząt wykorzystywano pasze GMO. Jednak w takim przypadku powinien być zachowany okres karencji,  w jakim pasze GMO nie były stosowane, bezpośrednio poprzedzający pozyskanie tych produktów – czytamy w uzasadnieniu do rozporządzenia.

Okres karencji np. dla bydła miałby wynosić rok, dla kóz pół roku, dla świń cztery miesiące, a dla drobiu 10 tygodni. Wyjątek mają stanowić ryby i zwierzęta, z których uzyskuje się mięso w terminie krótszym, niż okres karencji. One muszą być karmione wyłącznie paszami non GMO przez całe życie lub, w przypadku drobiu – z wyłączeniem pierwszych trzech dni od dnia wyklucia.

Problem dotyczy głównie drobiu i prosiąt skarmianych poekstrakcyjną śrutą sojową GMO, która jest obecnie najlepiej zbilansowanym źródłem białka i ciężko ją zastąpić czymś innym.

Na wprowadzenie okresów karencji musi się zgodzić Komisja Europejska. Podobne rozwiązanie funkcjonuje już m.in. w Niemczech.

Kamila Szałaj

1 KOMENTARZ

  1. Przepisy iście magiczne. Nie wiadomo po co nie-GMO i co ma dać brak paszy GMO przez jakiś okres. A jeżeli ten bezsensowny tytuł ma być przyznawany na podstawie niemożności wykrycia zmian genetycznych, to oczywiście, że nie ma takich zmian w zwierzętach karmionych GMO.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

20 − eleven =