ASF wrócił do chlewni. Wirus uderzył w ogromne stado

Afrykański pomór świń ponownie pojawił się w polskich chlewniach. To pierwszy potwierdzony przypadek ASF u świń w 2026 roku, po wielu miesiącach bez ognisk w gospodarstwach. Główny Inspektorat Weterynarii poinformował o stwierdzeniu ogniska ASF u świń, a według informacji branżowych chorobę wykryto w dużej fermie warchlaków w województwie zachodniopomorskim.

ASF wrócił do chlewni. Wirus uderzył w ogromne stado

Sprawa jest szczególnie poważna, ponieważ chodzi o stado liczące ponad 21 tys. świń. To oznacza nie tylko dramat dla jednego gospodarstwa, ale również realne ryzyko dla całego sektora trzody chlewnej. ASF wraca w momencie, gdy hodowcy i tak funkcjonują pod silną presją kosztów, cen skupu oraz wymogów administracyjnych.

Ponad 21 tys. świń w ognisku. To nie jest lokalny incydent

Według przekazanych informacji wirus został potwierdzony w gospodarstwie w województwie zachodniopomorskim, w stadzie liczącym ponad 21 tys. świń. ASF pojawił się po ponad 7,5 miesiącach od ostatniego potwierdzonego ogniska u świń i po 110 dniach od zniesienia ostatniej czerwonej strefy.

Tak długa przerwa mogła uśpić czujność części producentów. Brak ognisk w chlewniach nie oznacza jednak, że wirus zniknął ze środowiska. ASF nadal pozostaje chorobą o bardzo wysokim potencjale strat, a każde nowe ognisko uruchamia procedury administracyjne, weterynaryjne i ekonomiczne: likwidację stada, dochodzenie epizootyczne, ograniczenia w przemieszczaniu zwierząt oraz wyznaczanie stref.

W przypadku dużej fermy konsekwencje są jeszcze poważniejsze. Jeżeli gospodarstwo produkuje warchlaki, trzeba dokładnie przeanalizować wcześniejsze przemieszczenia zwierząt, kontakty transportowe, dostawy paszy, ruch ludzi i sprzętu. To właśnie dlatego jedno ognisko w dużym stadzie nie może być traktowane wyłącznie jako problem jednego właściciela.

ASF wraca, gdy choroby zakaźne już drenowały budżet

Sytuacja w produkcji zwierzęcej jest napięta nie tylko przez ASF. W ostatnich miesiącach potężnym problemem pozostawały choroby drobiu, w tym wysoce zjadliwa grypa ptaków i rzekomy pomór drobiu. Z przekazanych danych wynika, że do połowy maja w 129 ogniskach chorób zlikwidowano ponad 9 mln sztuk drobiu.

To ważny kontekst. Środki przeznaczane na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt, w tym odszkodowania, nie są nieograniczone. Jeżeli kolejne ogniska będą pojawiały się również w trzodzie chlewnej, presja na budżet odszkodowawczy może jeszcze wzrosnąć.

Dla hodowców oznacza to jedno: dokumentacja, procedury i realna bioasekuracja przestają być formalnością. W razie ogniska każdy błąd może mieć konsekwencje finansowe.

Brak bioasekuracji może oznaczać brak pełnego odszkodowania

Nowe przepisy zwiększają odpowiedzialność właścicieli gospodarstw. Obowiązująca od 18 marca ustawa o ochronie zdrowia zwierząt przewiduje, że producenci utrzymujący zwierzęta w niewłaściwie zabezpieczonych obiektach mogą nie otrzymać pełnego odszkodowania. W skrajnych przypadkach mogą zostać całkowicie pozbawieni rekompensaty, a za nieprzestrzeganie zasad bioasekuracji grozi grzywna sięgająca niemal 50 tys. zł.

To zasadnicza zmiana w podejściu do ryzyka. Sam fakt wystąpienia choroby nie będzie jedyną okolicznością ocenianą przez służby. Znaczenie będzie miało to, czy gospodarstwo faktycznie przestrzegało zasad zabezpieczenia stada, czy prowadziło dokumentację, czy ograniczało dostęp osób postronnych, czy kontrolowało ruch pojazdów i czy potrafi udowodnić wdrożenie procedur.

W praktyce bioasekuracja jest dziś nie tylko ochroną zdrowia zwierząt. Jest również warunkiem bezpieczeństwa ekonomicznego gospodarstwa.

Największym wektorem ryzyka często jest człowiek

Eksperci Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracji podkreślają, że kluczowym elementem zabezpieczenia chlewni jest świadomość ludzi pracujących w gospodarstwie. To człowiek bardzo często przenosi wirusa: na butach, odzieży, narzędziach, telefonie, dokumentach, sprzęcie, a także przez niewłaściwie zorganizowany ruch w gospodarstwie.

Karolina Krasicka, prezes Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracji, zwraca uwagę, że błędem jest sprowadzanie bioasekuracji wyłącznie do mat dezynfekcyjnych i opryskiwania kół pojazdów. Jej zdaniem skuteczna ochrona zaczyna się od organizacji przestrzeni gospodarstwa, podziału na strefy oraz codziennych nawyków pracowników.

To bardzo istotne, bo wiele gospodarstw ma „czyste” protokoły kontroli, ale jednocześnie w praktyce dopuszcza niekontrolowany ruch osób, narzędzi czy prywatnych przedmiotów między strefą brudną i czystą. W przypadku ASF takie szczegóły mogą zdecydować o być albo nie być całego stada.

Co trzeba sprawdzić w gospodarstwie natychmiast?

Po potwierdzeniu nowego ogniska ASF każdy producent trzody chlewnej powinien potraktować bioasekurację jak pilny audyt ryzyka. W pierwszej kolejności należy sprawdzić szczelność ogrodzeń, bram i furtek. Trzeba też zweryfikować, czy otwory wentylacyjne są zabezpieczone przed dostępem ptaków, gryzoni i innych zwierząt.

Drugim elementem jest organizacja stref: brudnej, buforowej i czystej. Jeżeli granice między nimi istnieją tylko na papierze, ochrona stada jest iluzoryczna. Pracownicy muszą dokładnie wiedzieć, gdzie mogą się poruszać, gdzie zmieniają odzież i obuwie, gdzie dezynfekują ręce oraz których przedmiotów nie wolno wnosić do chlewni.

Konieczna jest także kontrola procedur wjazdu pojazdów. Dotyczy to transportu zwierząt, paszy, ściółki, odbioru padłych sztuk, dostaw środków do produkcji i usług serwisowych. Każdy pojazd, który wcześniej był w innym gospodarstwie lub w miejscu kontaktu ze zwierzętami, stanowi potencjalne zagrożenie.

Osobnym punktem jest deratyzacja. Gryzonie nie mogą mieć swobodnego dostępu do paszy, budynków i odpadów. Trzeba również sprawdzić sposób postępowania z padłymi zwierzętami oraz odpadami kategorii 2. W przypadku kontroli znaczenie będzie miała nie tylko sama procedura, ale również kompletność rejestrów, zgłoszeń i dokumentacji.

Czego nie wolno robić w strefie czystej?

W obecnej sytuacji szczególnego znaczenia nabierają proste, codzienne zakazy. Do strefy czystej nie powinny trafiać przedmioty, które mogły mieć kontakt ze zwierzętami w innych gospodarstwach. Dotyczy to nie tylko narzędzi, ale również telefonów, dokumentów, opakowań, odzieży i obuwia.

Eksperci zwracają także uwagę na ryzyko związane z żywnością. W strefie czystej nie powinno się spożywać posiłków zawierających wieprzowinę lub dziczyznę. Należy również ograniczyć wizyty w lesie, udział w polowaniach oraz kontakt z miejscami bytowania dzików.

W bezpośrednim sąsiedztwie chlewni trzeba usuwać czynniki przyciągające dziki. Rozsypana pasza, odpady, nieuporządkowane otoczenie budynków czy atrakcyjne dla dzików uprawy w pobliżu fermy zwiększają ryzyko kontaktu wirusa z gospodarstwem.

Bioasekuracja nie daje gwarancji, ale ogranicza straty

Nie istnieje system, który daje stuprocentową ochronę przed ASF. Można jednak znacząco zmniejszyć prawdopodobieństwo wprowadzenia wirusa do gospodarstwa. Dobra bioasekuracja działa również szerzej — ogranicza ryzyko zawleczenia innych patogenów, które obniżają wyniki produkcyjne, zwiększają zużycie leków i pogarszają opłacalność hodowli.

Największym błędem jest traktowanie bioasekuracji jako obowiązku „pod kontrolę”. W praktyce chodzi o zarządzanie ryzykiem produkcyjnym. Jeżeli w gospodarstwie pojawi się ASF, skutki są natychmiastowe: wybicie stada, przestój, dochodzenie epidemiologiczne, blokada przemieszczania zwierząt, utrata płynności i ryzyko problemów z odszkodowaniem.

W przypadku dużych ferm dochodzi jeszcze efekt domina. Każde powiązanie transportowe, każdy wcześniejszy odbiorca zwierząt i każdy kontakt technologiczny może zostać objęty analizą służb.

Hodowcy nie mogą czekać na kolejne ognisko

Powrót ASF do chlewni jest ostrzeżeniem dla całego sektora trzody chlewnej. Po miesiącach względnego spokoju wirus pokazał, że nadal pozostaje realnym zagrożeniem. Tym razem uderzył w bardzo duże stado, co zwiększa wagę problemu.

Dla producentów najważniejszy wniosek jest prosty: bioasekurację trzeba sprawdzić teraz, a nie po kontroli lub po wykryciu choroby w sąsiednim powiecie. Każde gospodarstwo powinno przeanalizować ruch ludzi, pojazdów, narzędzi, paszy, padliny i dokumentów. To właśnie te codzienne, często lekceważone elementy mogą przesądzić o bezpieczeństwie stada.

ASF nie wybacza błędów organizacyjnych. W obecnych warunkach brak bioasekuracji nie jest drobnym niedopatrzeniem. To ryzyko utraty zwierząt, pieniędzy i ciągłości produkcji.

Agata Molenda
Agata Molendahttps://agronews.com.pl
Redaktor portalu agronews.com.pl. Email: a.molenda@agronews.com.pl

Zostaw komentarz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

13,428FaniLubię
7,105ObserwującyObserwuj
3,946ObserwującyObserwuj
13,432SubskrybującySubskrybuj