Konsumenci nie chcą GMO!

Jak do tej pory Europa twardo broniła się przed GMO. Ciągle ma jeszcze szansę na zachowanie niezależności swojego rolnictwa.

O skutkach stosowania GMO w swoim gospodarstwie opowie Wes Shoemyer – senator stanu Missouri.

W jego gospodarstwie rolnym o powierzchni 3,000 akrów uprawia się kukurydzę, soję, pszenicę, koniczynę, produkuje się siano oraz hoduje krowy i cielęta. Wes Shoemyer działa aktywnie w dwóch organizacjach rolniczych, brał także udział w tworzeniu dwóch kolejnych – jest jednym z założycieli Instytutu na rzecz Wsi Amerykańskiej oraz Unii Rolników Missouri. Jest członkiem spółdzielni rolniczych Northeast Missouri Grain Processors i Ozark Mountain Pork i Premium Ag – nowych organizacji, których celem jest tworzenie wartości dodanej dla nieprzetworzonych produktów rolnych. Jest także dożywotnim członkiem amerykańskiej Narodowej Organizacji Rolników. 

 

\"\"

 

Redakcja: Panie senatorze, podczas konferencji prasowej zaprezentował Pan konsekwencje wyboru modelu rolnictwa opartego na GMO? Na jakich źródłach opiera Pan swoje tezy? Dotąd nie przeprowadzono żadnych długoterminowych badań nad bezpieczeństwem GMO?

Wes Shoemyer: Przyjechałem do Polski by pokazać jaki wpływ na rolnictwo amerykańskie miało wprowadzenie GMO. Przekażę te informacje z perspektywy polityka – gdyż poniekąt tworzę prawo i rolnika, który bezpośrednio zetknął się z tym problemem. Tezy swoich przekonań opieram przede wszystkim na własnym doświadczeniu.  Mówiąc o zagrożeniach GMO biorę pod uwagę głównie naukę i aspekt społeczny.

Redakcja: Jak wygląda sytuacja rolnictwa amerykańskiego jeśli chodzi o uprawę GMO? Przed czym chce Pan ostrzec polskich rolników?

Wes Shoemyer: Przede wszystkim przed zakłamaniem koncernów. Gdy tylko GMO zaczęło być wprowadzane do amerykańskiego rolnictwa, obiecano nam, m.in. zniesienie opłat licencyjnych, a te w szybkim tempie poszły w górę. Mówiono, o tym, że pasze z soją modyfikowana będą tańsze, i rzeczywiście tak było. Na początku, jak GMO zostało wprowadzone to kosztowało 5 dolarów. A obecnie ta sama, stara technologia kosztuje 40 dolarów. Patent na formę żywą, jaką jest GMO, jest ekskluzywny. Tu jest monopol, nie ma konkurencji.

Poza tym aspekt społeczny odgrywa tu znaczącą rolę. Przed wprowadzeniem GMO do rolnictwa, rolnicy o wiele bardziej ze sobą współpracowali, byli bliżej siebie. Gdy tylko pojawiło się GMO, zaczęły się problemy. Rolnicy mieli zakaz przechowywania swoich nasion. By namierzać „nieuczciwych” rolników założono tzw. czerwone linie. Rolnicy donosili na siebie, w przypadku podejrzenia przechowywania nasion. Na samym początku rolnictwo oparte na GMO było dużo łatwiejszym modelem niż rolnictwo tradycyjne, farmy w tym czasie bardzo się rozrastały. Trwało to do momentu kiedy zaczęły pojawiać się chwasty odporne na opryski. Wtedy wszystko zaczęło się komplikować.
Bądźcie czujni i uważajcie na naukę. Kiedyś była ona domeną publiczną. Była niezależna. W momencie wprowadzenia patentu na życie, zaczęła uzależniać się od dużych firm biotechnologicznych, koncernów i przestała być dobrem publicznym.

Redakcja: Nauka nie dostarcza jednoznacznych definicji ryzyka upraw genetycznie modyfikowanych? Skąd Pan czerpie wiedzę na ten temat jeżeli publikowane dane wzajemnie się wykluczają?

Wes Shoemyer: Nie jestem naukowcem i nie będę wypowiadał się w tej dziedzinie. Wiedzę na temat GMO czerpię z własnego doświadczenia i z badań, które są prowadzone. Kluczowym słowem w wartościowaniu GMO powinno być słowo „jeśli”. Każdy powinien zadać sobie pytanie: Co będzie jeśli ludzie okażą się tymi szczurami doświadczalnymi, na których prowadzone są badania? Jest bardzo dużo badań, które pokazują szkodliwy wpływ GMO. Ja śledzę te badania, i coraz bardziej upewniam się w swojej racji. Zawsze sprawdzam kto sponsoruje te badania i wtedy oceniam ich wiarygodność. Mój sceptycyzm wiąże się z tym, że w niedalekiej przeszłości nauka była dobrem publicznym i płacili za nią podatnicy. Dziś informacje opłacane są za pieniądze dużych korporacji.
Firma Monsanto, zdominowała rynek amerykański. Np. jeśli okazało się, że jakiś rolnik zachował nasiona toczyła się przeciwko niemu sprawa w sądzie. Musiał za ten występek zapłacić firmie biotechnologicznej. Monsanto pobierało pieniądze od tego rolnika i przekazywało na stowarzyszenie rolne. W ten sposób  firma zyskała przychylność środowisk rolniczych i tym samym stawiała rolników przeciw rolnikom. Monsanto sponsoruje ważne stowarzyszenia rolne.

Redakcja: Twierdzi Pan, że GMO szkodzi. Trzy tygodnie temu, informację o wywoływaniu przez GMO nowotworów ogłosił światu prof. Seralini. Jego badania podważyła Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności oraz rzesza naukowców? Czy neguje Pan opinię EFSA?

Wes Shoemyer: Nie jestem naukowcem ale mam swoje przekonania. Badania profesora Seraliniego były luźne, niewymagające i nie dokończone. W sytuacji kiedy mamy do czynienia z trzema siłami, tj.: nauką, polityką i pieniędzmi,  trudno jest znaleźć prawdę. Ja bardziej ufam nauce niż pieniądzom i politykom i zawsze przychylam się do nauki zwłaszcza, że eksperymenty mogą być podkupione.

Redakcja:
Czy Pana zdaniem działania firm biotechnologicznych doprowadzą do wprowadzenia GMO do obrotu na terenie UE? Dlaczego ich argumentacja nie przekonuje większości rolników, np. wg badań w Polsce – 80% rolników jest przeciwnych GMO.

Wes Shoemyer: W Stanach już możemy obserwować skutki modelu rolnictwa opartego na GMO. U nas firmy biotechnologiczne przeznaczyły dużo pieniędzy na lobbowanie za GMO i jedynym sposobem zatrzymania rozprzestrzeniania się GMO jest presja konsumentów lub naukowców. Tutaj, w Europie można jeszcze działać na płaszczyźnie rolników i polityków. W Stanach rolnicy już nie mają szans  by działać.

Redakcja:
Według producentów pasze z soją genetycznie modyfikowaną są tańsze niż tradycyjne żywienie zwierząt? Jaka jest rzeczywista różnica w skarmianiu zwierząt?

Wes Shoemyer: Na dzień dzisiejszy soja tradycyjna jest mniej więcej o 7 % droższa od GMO, więc nie są to znaczące różnice w cenach. Nieprawdą jest to, że gdy odrzucicie GMO ceny żywienia zwierząt wzrosną. Firmy biotechnologiczne systematycznie podnoszą ceny nasion, więc do końca nie wiadomo jaka będzie ostateczna różnica w skarmianiu zwierząt. Moim zdaniem firmy, które wprowadziły GMO do rolnictwa amerykańskiego powinny być oskarżone o to, że okradły rolników amerykańskich z rynków europejskich. Dlaczego to my mamy ponosić odpowiedzialność za zanieczyszczenie rolnictwa amerykańskiego i pozbawienie nas rynków zbytu?

Redakcja: Polska jest jednym z największych krajów rolniczych w Europie. Jest więc  doskonałym polem działania silnego lobby. Jednak jej sytuacja ekonomiczna odbiega znacząco od rolnictwa amerykańskiego. Czy uważa Pan, że stać Polskę na odrzucenie GMO?

Wes Shoemyer:
Tak! Ponieważ konsumenci nie chcą GMO. Zaletą polskiego rolnictwa jest to, że jest ono jeszcze wolne od GMO. Teraz dla mnie segregowanie zbiorów wolnych od GMO i z GMO jest dodatkowym kosztem.
Polegajcie na własnych doświadczeniach i  badaniach, a nie na tym co mówią największe korporacje. Sprawa bezpieczeństwa żywnościowego jest najważniejsza. Wierzę, że polskie rolnictwo przetrwa i bez GMO. Społeczności lokalne w Polsce są mocniejsze. Nie dopuście do tego (tak jak w przypadku rolnictwa opartego na GMO), by  nowe technologie wyparły Was ze wsi!

Dziękuję za rozmowę,

Marta Nowak-Woźnica
Redakcja AgroNews

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here