Koronawirus: Polska nie przyjęła pomocy od Niemiec

Prezydent Andrzej Duda nie wyraził zainteresowania pomocą oferowaną przez Niemcy w zwalczaniu epidemii COVID-19. W opublikowanym wczoraj liście podziękował swojemu niemieckiemu odpowiednikowi Frankowi-Walterowi Steinmeierowi za “gest solidarności” i zapewnił, że „również Niemcy mogą liczyć na Polskę”.

„Dziękuję za życzliwą ofertę pomocy. Pamiętaj proszę, że również Niemcy mogą liczyć na Polskę” – napisał polski prezydent w odpowiedzi na propozycję pomocy.

Duda: Dziękuję za propozycję ewentualnej pomocy

“W czasie pandemii szczególnej wartości nabierają wszelkie gesty solidarności, tym bardziej dziękuję za propozycję ewentualnej pomocy ze strony Niemiec” – napisał Andrzej Duda w liście do prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera. Duda, który sam łagodnie przeszedł zakażenie, odpowiedział w ten sposób na list Steinmeiera z końca października z ofertą pomocy Polsce w walce z pandemią. Poinformował przy tym, że ten list „to pierwsza rzecz, od której zaczął swoją aktywność biurową po powrocie z kwarantanny”.

„Niestety druga fala COVID-19 nie oszczędza naszych społeczeństw i państw, które muszą zmagać się z tym wielkim wyzwaniem. W tym trudnym czasie szczególnej wartości nabierają wszelkie gesty solidarności. Tym bardziej dziękuję za Twój list i propozycję ewentualnej pomocy ze strony Niemiec. Wiem, że nasi rządowi koledzy współpracują bardzo blisko w zakresie przeciwdziałania pandemii” – napisał Duda do prezydenta Niemiec. Zapewnił przy tym, że „również Polska, jeśli zajdzie taka potrzeba, jest gotowa ściśle współpracować z Niemcami w walce ze skutkami pandemii COVID-19”.

Steinmeier:  Powinniśmy zrobić wszystko, żeby sobie nawzajem pomagać

Steinmeier podkreślał w liście do Andrzeja Dudy, u którego potwierdzono wtedy zakażenie koronawirusem, że pandemia wystawia na ciężką próbę „nasz system opieki zdrowotnej, naszą gospodarkę, wspólnotę i każdego z nas z osobna”. Prezydent Niemiec, który sam w tamtym czasie odbywał kwarantannę po wykryciu koronawirusa u jednego z oficerów jego ochrony, zapewnił Dudę, że on i całe Niemcy śledzą ze współczuciem dramatyczny rozwój pandemii również w Polsce.

„Tam, gdzie krajowe możliwości medyczne sięgają swoich granic, powinniśmy zrobić wszystko, żeby sobie nawzajem pomagać” – napisał Steinmeier. „Daj mi znać, jeśli są rzeczy, które możemy zrobić dla Polski w obecnej sytuacji” – dodał prezydent Niemiec w liście do polskiego prezydenta.

Polsce pomoc jest pilnie potrzebna

“System się zawalił. Zginął. Nie ma nic. Żadnej dostępności” – alarmuje Michał Dante z Porozumienia Rezydentów, którego cytuje money.pl. Podkreślił, że w szpitalach brakuje miejsc nie tylko dla chorych na COVID-19, ale również dla tych z zawałem czy udarem. W efekcie ludzie umierają nie tylko na oddziałach, ale już na SOR-ach, czy w karetkach, a nawet w domach nie doczekawszy się pomocy. “We wtorek w Warszawie nie było wolnego respiratora dla pacjenta” – dodał dr Dante.

Również w ocenie prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzeja Matyi respiratory są polskim szpitalom potrzebne już dziś, choć według wczorajszych informacji Ministerstwa Zdrowia wolnych jest wciąż niemal 500 (469)  tych urządzeń. Jednak również z oficjalnych danych wynika, że liczba  zajętych respiratorów rośnie z dnia na dzień.

“Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy ilość respiratorów w Polsce jest wystarczająca, aby zabezpieczyć wszystkich przy tak szybko narastającej liczbie chorych, w tym osób wymagających terapii respiratorowej” – podkreślił prezes NRL w rozmowie z Onetem. “W moim szpitalu wszystkie respiratory są na bieżąco zajęte” – dodał prof. Matyja, który pracuje w Szpitalu Uniwersyteckim  w Krakowie Prokocimiu.

Wtóruje mu Michał Sutkowski, prodziekan Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego i rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. “Już wkrótce będziemy mieli dylematy włoskie. Trzeba będzie decydować, którego z pacjentów podłączyć do respiratora, a komu nie dać tej szansy. To rzeczy, które do tej pory nie mieściły się nam w głowach” –  podkreśla dr Sutkowski.

Władze kontrolują sytuację?

Środowiska medyczne alarmują jednak podkreślając, że polski system ochrony zdrowia już osiągnął niewydolność, podczas gdy należy się spodziewać dalszego wzrostu zakażeń. Rząd zapewnia, że wszystko ma pod kontrolą, a z państwowych rezerw trafiają do szpitali kolejne respiratory. Brakuje jednak również lekarzy specjalistów, pielęgniarek i diagnostów, a także ratowników medycznych. Już przed pandemią nie było ich w nadmiarze, tymczasem w wyniku kontaktów z chorymi na COVID-19 wielu się zakaziło, a jeszcze liczniejsza grupa została skierowana na kwarantannę.  Rząd na razie bezskutecznie stara się uzupełniać braki nakazami pracy.

Tymczasem wczoraj rząd zapowiedział kolejne wzmocnienie obostrzeń i nawet minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał, że “system opieki zdrowotnej jest na granicy wydolności”. Uprzedził też, że do końca roku w Polsce może być nawet 600 tys. nowych zachorowań na koronawirusa.

Natomiast premier Mateusz Morawiecki ostrzegł na wspólnej konferencji prasowej z szefem resortu zdrowia i krajowym konsultantem ds. chorób zakaźnych, głównym doradcą premiera ds. walki z pandemią COVID-19 prof. Andrzejem Horbanem, że następnym krokiem będzie pełny lockdown. “Jeżeli epidemia dotknie powyżej 50 przypadków na 100 tys. mieszkańców na 7 dni w skali kraju to włączamy ten ostry hamulec bezpieczeństwa. Jeśli będzie w granicy 70-75 to wdrożymy zasady narodowej kwarantanny, czyli również ograniczenia w przemieszczaniu” – zapowiedział w środę szef rządu.

Podczas wieczornej sesji pytań i odpowiedzi na Facebooku premiera i ministra zdrowia Mateusz Morawiecki zwrócił uwagę, że w efekcie masowych protestów przeciwko orzeczeniu TK pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej ws. aborcji znacząco wzrośnie liczba zakażeń koronawirusem. “Dane z zespołu naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego mówią nawet o pięciu tysiącach i to nie tygodniowo czy miesięcznie, a dziennie” – przekazał szef rządu.

Mimo to rzecznik rządu Piotr Müller podkreślił później tego samego dnia, że w Polsce „nie ma problemów” jeśli chodzi o rezerwę respiratorów. Zapewnił, że w najbliższy weekend do szpitali trafi 500 tych urządzeń, a drugie 500 zostanie rozdysponowanych do szpitali tymczasowych. “W związku z tym na tym etapie żadna tego typu pomoc ze strony Niemiec nie jest nam potrzebna” – oświadczył Müller. “My taką pomoc deklarujemy również dla Niemiec, jeżeli by się okazało, że w ich magazynach, część np. środków, które już zużyli będzie potrzebna” – dodał wieczorem w Polsat News.

Pomoc z Niemiec przyjmują inne państwa UE

Niemcy już od dawna oferują pomoc innym państwom członkowskim UE, które zostały szczególnie dotknięte pandemią koronawirusa. Ostatnio przyjęły ją Czechy, gdzie z Niemiec trafiło już 100 respiratorów i skąd pacjenci leczeni są w Bawarii.

Z podobnej oferty przedstawionej przez niemieckie władze w czasie wiosennego rzutu COVID-19 skorzystały najbardziej poszkodowane wtedy Włochy, Francja i Hiszpania. Do tamtejszych szpitali trafił wtedy nie tylko sprzęt z Niemiec, ale przyjechali również niemieccy lekarze.

W UE został utworzony zespół ds. szybkiego reagowania na COVID-19, koordynujący wspólnotową reakcję na pandemię. “W czasach kryzysu w całej Unii Europejskiej kraje, regiony i miasta wyciągają pomocną dłoń do sąsiadów i udzielają pomocy tym, którzy najbardziej jej potrzebują: przekazywany jest sprzęt ochronny (np. maski), oferowane jest leczenie pacjentów z zagranicy, sprowadzani są do domu ci, którzy utknęli za granicą” – tłumaczyła szefowa KE Ursula von der Leyen europejska solidarność.

W czasie pierwszej fali zachorowań do szpitala polowego w Brescii, w Lombardii – jednym z najsilniej dotkniętych epidemią regionów Włoch – również z Polski pojechało 15. lekarzy i ratowników, certyfikowanych przez WHO, którzy wsparli tamtejszy przemęczony zespół.

Premier: Szczepionka już w styczniu, ale w Polsce nie obowiązkowo

W odpowiedzi na pytania internautów szef rządu powiedział także, że już w styczniu szczepionka na COVID-19 może być dostępna dla najbardziej jej potrzebujących, czyli dla personelu medycznego i osób starszych. Wyjaśnił przy tym, że taką wiadomość przekazała szefowej KE Ursuli von der Leyen jedna z firm pracujących nad szczepionką.

Morawiecki przypomniał ponadto, że Polska – wspólnie z innymi państwami UE już na samym początku pandemii kupiła “niejako bilet wstępu do zakupu szczepionki od tych, którzy pierwsi ją wynajdą”. “Mamy podpisane umowy, jako Unia” – podkreślił. Zapewnił jednak, że szczepienie nie będzie obowiązkowe “w tym sensie, że jeżeli ktoś sobie nie będzie życzył, to szczepionki na siłę nikt nie będzie aplikował”.

“Lecz proszę wziąć pod uwagę, jakie gigantyczne perturbacje wiążą się z tą epidemią i zastanowić się, czy nie lepiej jednak, żeby się społeczeństwo w ogromnej większości zaszczepiło, bo dzięki temu będziemy mogli normalnie uczyć się, normalnie żyć, normalnie pracować” – dodał premier w rozmowie z internautami.

Źródło: Barbara Bodalska | EURACTIV.pl

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here