Niechciany import świń dobija polskich rolników

Tegoroczna susza, ASF i rosnący import świń do Polski powodują, że kondycja finansowa naszych producentów trzody chlewnej jest bardzo zła. Dlatego chcieliby wdrożenia mechanizmów, które ograniczą niechciany import i zaostrzą kontrole weterynaryjne przywożonych do Polski zwierząt.

import świń, import prosiąt, trzoda chlewna, świnie, rolnictwo, Jan Krzysztof Ardanowski, Zbigniew Ajchler

Sytuacja producentów trzody chlewnej jest bardzo trudna. Dziś za kilogram żywca otrzymują oni około 4 zł, a ci ze stref zagrożonych wirusem ASF – nawet 2,5 zł. To znacznie poniżej kosztów produkcji.

– W tej chwili stan jest taki, że ogólnie dopłacamy już nawet 60–70 zł do 30-kilogramowego warchlaka (…). Jak tak dalej pójdzie, to za chwilę polski producent nie będzie miał nic do powiedzenia i zniknie z powierzchni ziemi – alarmował kilka dni temu podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa Zbigniew Ajchler, poseł PO i producent trzody chlewnej.

Niechciany import świń dobija polskich rolników

Poseł wystąpił do ministra rolnictwa z pytaniem, czy resort planuje wdrożenie mechanizmów, które ograniczą niechciany import świń oraz zaostrzą kontrole weterynaryjne dot. ASF i przywożonych do Polski zwierząt.

– Wydaje mi się, że kontrole, które należałoby wprowadzić z premedytacją, mogłyby być częścią zabezpieczenia Polski przed ASF, chociażby w związku z napływem żywych zwierząt. Nie można pozwolić, żeby dochodziło do sytuacji, aby w swobodny sposób taka ilość, nazwijmy to pod znakiem zapytania, żywności i żywych zwierząt pod względem jakości wpływała do naszego kraju – powiedział Ajchler.

Minister rolnictwa przypomniał, że w Unii Europejskiej nie ma żadnych mechanizmów regulacyjnych odnośnie do produkcji wieprzowiny.

– To, w jakiej sytuacji jesteśmy teraz, jest skutkiem wielu lat zaniedbań, związanych z redukowaniem polskiej hodowli i otwieraniem rynku na bardzo silną i prężną ekspansję, przede wszystkim wieprzowiny duńskiej. (…) Na świecie w rolnictwie produkcja surowca nie jest opłacalna. Zyski, wartość dodana powstają w następnych ogniwach łańcucha: w przetwórstwie i w handlu. Zredukowaliśmy siebie wyłącznie do producentów surowca. Teraz cierpimy – mówił Ardanowski.

W jego przekonaniu wzmocnienie kontroli weterynaryjnej nie rozwiąże sprawy.

– W zdecydowanej większości dotychczasowe kontrole nie wykazują, że do Polski napływa jakaś ogromna ilość chorych zwierząt albo że importowane mięso nie spełnia norm bezpieczeństwa – powiedział.

Ale dodał, że zwiększy intensywność kontroli, m.in. dzięki wsparciu SANEPIDu. Jednocześnie zastrzegł, że nie ma „nie ma skutecznej możliwości zablokowania czy zamknięcia otwartego w ramach przepisów unijnych i traktatów rzymskich rynku tylko dlatego, że nam się wydaje, iż tym mechanizmem kontrolnym możemy zablokować obrót”.

Zdaniem ministra potrzebne są działania stabilizujące rynek, odtwarzające polską produkcję, zwiększające efektywność i opłacalność produkcji prosiąt i warchlaków. Liczy w tej kwestii na propozycje branży.

– Dramatycznie pozbywamy się części hodowlanej. Tuczniki ktoś w Polsce będzie hodował w mniejszych czy większych gospodarstwach, natomiast pozbywamy się części hodowlanej – zauważył minister.

Podpatrzyć u innych

Ardanowski uważa, że należałoby również skorzystać z doświadczenia innych krajów, które rozwinęły produkcję świń.

– Jeżeli w stanie Utah w Ameryce powstają ogromne fermy trzody chlewnej, które mają dziesiątki tysięcy macior w jednym miejscu, jeżeli wokół wielkich miast rosyjskich powstają kombinaty rolno-przemysłowe, które mają 5 tys. macior w cyklu zamkniętym, jeżeli w ciągu ostatnich kilku, góra kilkunastu, lat powstały ogromne fermy w Hiszpanii, na pustyni – to są to wszystko te elementy, które my, rozwijając hodowlę w Polsce, chcąc ratować hodowlę w Polsce, musimy wziąć pod uwagę. Chętnie piszę się na taką dyskusję. Spróbujemy razem znaleźć rozwiązania – powiedział Ardanowski.

Będzie analiza rynku i propozycje rozwiązań

Minister zapowiedział przygotowanie pogłębionej analizy o sytuacji na rynku trzody chlewnej i ewentualnych działaniach, które mogłyby poprawić opłacalność produkcji tych zwierząt. Jednocześnie przypomniał, że jednym z takich narzędzi, z których już można korzystać jest produkcja żywności na małą skalę w ramach działalności MOL (marginalnej, ograniczonej i lokalnej) oraz uproszczony handel detaliczny.

– Tu nie potrzeba zezwoleń od lekarza weterynarii, wszystkich skomplikowanych wymagań, które w 2014 r. wprowadził pan minister Sawicki. Chodzi właśnie o to, żeby jak najwięcej rolników, mających własne świnie, nie sprzedawało ich za bezcen do długich łańcuchów dostaw, tylko żeby rolnicy przetwarzali je w postaci MOL-a, którego założenie będzie wyjątkowo proste, a następnie – sprzedawali na rynku lokalnym. Temu też służy rozszerzenie handlu detalicznego – mówił Ardanowski.

oprac. Kamila Szałaj, fot. pixabay.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

6 − three =