Nieoficjalnie: minister Ardanowski zezwoli na neonikotynoidy w rzepaku

Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, minister Jan Krzysztof Ardanowski zezwoli na czasowe wprowadzanie do obrotu zapraw neonikotynoidowych w rzepaku.

neonikotynoidy, Jan Krzysztof Ardanowski, Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, imidaklopryd, klotianidyna, tiametoskam, rzepak, ochrona rzepaku, śmietka kapuściana, rolnica, pchełka rzepakowa, gnatarz rzepakowiec

Z nieoficjalnych informacji, które udało nam się uzyskać, wynika, że już niebawem minister Jan Krzysztof Ardanowski zezwoli na czasowe – na okres do 120 dni – wprowadzanie do obrotu zapraw neonikotynoidowych Modesto 480 FS i Cruiser OSR 322. To oznacza, że w Polsce już w sierpniu będzie można wysiewać nasiona rzepaku zaprawione neonikotynoidami.

Derogację na neonikotynoidy minister rolnictwa wydał po raz pierwszy w ubiegłym roku. Teraz, podobnie jak rok temu, środki te będą mogły być stosowane w uprawie rzepaku ozimego do zwalczania szkodników tylko przez firmy posiadające certyfikat jakości techniki zaprawiania Unii Europejskiej (ESTA).

Decyzja ministra Ardanowskiego ucieszy producentów rzepaku, którzy od kilku lat zmagają się z rosnącą presją insektów jesiennych przy ograniczonych możliwościach ochrony chemicznej.

– Zezwolenie na neonikotynoidy bardzo się nam przydało. Było też korzystne dla środowiska – mówił już po jesiennych zasiewach Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Od sześciu lat bez zapraw neonikotynoidowych

Przypomnijmy. W wielu krajach unijnych, w tym w Polsce, zakaz stosowania neonikotynoidowych zapraw nasiennych obowiązuje od 2013 roku. Wprowadzono go po tym, jak pojawiły się doniesienia, że trzy substancje neonikotynoidowe: imidaklopryd, klotianidyna i tiametoskam zagrażają pszczołom – dzikim i miodnym.

Przypuszczenia te potwierdził w ubiegłym roku temu Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).

Przez okres ten producenci rzepaku musieli sobie jakoś radzić. A nie było to łatwe, bo po wycofaniu tych substancji nie zapewniono im żadnego alternatywnego sposobu ochrony upraw.  Nie dziwi więc fakt, że wzrosła liczba oprysków. Rolnicy wjeżdżają w pole opryskiwaczem nawet 5-8 razy w sezonie, by zniszczyć szkodniki, których przy zastosowaniu neonikotynoidów nie byłoby wcale albo występowałyby w mniejszym natężeniu.  Potwierdzają to zresztą badania firmy Kleffmann, z których wynika, że zużycie insektycydów do ochrony rzepaku w Polsce po 2013 roku wzrosło niemal 3,5-krotnie.

Czy neonikotynoidy stanowią największe zagrożenie dla pszczół?

Zdaniem organizacji ekologicznych, neonikotynoidy są jednym z największych zagrożeń dla pszczół. Ekolodzy z Greenpeace powołują się ocenę EFSA i na badania naukowe, które  „potwierdzają, że środki te stanowią poważne zagrożenie nie tylko dla pszczół miodnych i dziko żyjących, ale także dla innych gatunków zwierząt: motyli, bezkręgowców wodnych, a nawet ptaków”.

Ale w sprzeczności do tych greenpeaceowych rewelacji stoi raport opublikowany w maju ubiegłego roku przez holenderski Uniwersytet w Wageningen. Wskazuje on, że to pasożyty, choroby (głównie warroza) i praktyki pszczelarskie głównie doprowadziły do zwiększenia się strat rodzin pszczelich, a nie neonikotynoidy.

Tezę tę potwierdzają także polscy naukowcy. I dodają, że upadki rodzin pszczelich wywołane stosowaniem środków ochrony roślin stanowią ok. 0,5 proc. ogólnej liczby upadków rodzin pszczoły miodnej w ciągu roku.

Kamila Szałaj
Redakcja AgroNews

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

18 − fourteen =